{P. Lou}
Otworzyłem drzwi do kuchni i zamarłem, widząc Zayn'a i Julię. Uśmiechnąłem się pod nosem i wyszedłem cicho. Gdy znalazłem się w salonie, zadzwonił mój telefon. Szybko wyciągnąłem urządzenie z kieszeni i odebrałem.
- Halo? - odezwałem się i wtuliłem się w plecy Harry'ego, stojącego obok kanapy.
- Cześć Louis, tu mama.
- O hej. Przepraszam, że ostatnio nie dzwoniłem, byłem.... zajęty - powiedziałem, ciągnąc Hazzę na kanapę.
- Nic nie szkodzi. Teraz będziesz miał dużo czasu do wynagrodzenia swojej nieobecności.
- ... O czym ty mówisz, mamo? - zapytałem, marszcząc brwi a do pokoju weszła rudowłosa wraz z Malikiem.
- Wyjeżdżamy z miasta, kochanie. Przykro mi, wiem, że jesteś już pełnoletni, ale jedziesz z nami.
- Co? Dlaczego? - zadałem kolejne dwa pytania zszokowanym głosem i zacisnąłem rękę w pięść.
- Doszły nas słuchy, że chodzisz z Harry'm.
- Tak, ale mam prawo sam wybrać swoją orientację seksualną - odparłem ostro, zaczynając mieć złe przeczucia. Usłyszałem, że mama woła tatę, który po chwili przejął telefon.
- Nie będziesz jakimś pieprzonym pedałem, synu. My już przemówimy ci do rozsądku i oczekujemy, że jutro stawisz się u nas z walizkami. Jak nie, to sami cię zabierzemy. A i jeszcze jedno. Zerwiesz ze Styles'em, jasne? A jak nie, to sam się z nim rozprawię.
Po tym, nastąpił dźwięk oznaczający koniec połączenia.
- ...... porządku, Lou? - dopiero po jakiejś minucie dotarł do mnie zmartwiony głos Harry'ego. Spojrzałem na niego powoli a w mojej głowie zaświtał plan. Ja na pewno nie dam rady mu oznajmić, że nie chcę już z nim być. Skoro tak, to albo muszę sprawić żeby on ze mną zerwał albo mu to wszystko wyjaśnić i udać rozstanie. Wybrałem tą drugą opcję, nie chciałem go zranić.
- Tak - odpowiedziałem lekko ochrypłym głosem i wstałem - Chodź na górę, musimy pogadać.
[Parę minut później]
Zamknąłem drzwi od pokoju i wziąłem głęboki oddech.
- O co chodzi, Louis? - zapytał cicho Harry, przeczesując palcami włosy.
- Wyjeżdżam - wykrztusiłem zdławionym głosem, próbując powstrzymać cisnące się do oczy łzy.
Brunet cofnął się o parę kroków, patrząc na mnie z niedowierzaniem i zacisnął dłonie w pięści.
- N...Nie kłam. - warknął zielonooki, pochylając głowę w dół.
- Harry, przepraszam, przepraszam, nie mam wyboru, rodzice mnie zmusili, nie znasz mojego ojca, przepraszam! - krzyknąłem, ześlizgując się na ziemię i kuląc się, słysząc chłodny głos Styles'a.
- Więc teraz po prostu mnie opuszczasz. Miło wiedzieć, że jednak Justin miał co do ciebie rację. - wysyczał Hazza i otworzył drzwi, opuszczając sypialnię. Wtuliłem twarz w kolana, próbując uspokoić swój spazmatyczny oddech, ale atak już nadszedł. Z moich ust wydobył się wysoki krzyk, kiedy zacząłem się trząść i drapać paznokciami swoją własną skórę. Na górę wbiegła Kamila i zamarła w miejscu, widząc mój stan.
- Liam! - zawołała w końcu dziewczyna a po chwili silne dłonie uchwyciły mnie za nadgarstki.
- Louis, Louis, uspokój się, nic ci nie grozi, jesteś bezpieczny, słyszysz? Jego tu nie ma, nikt ci nie zrobi krzywdy! - Payne starał się mnie uspokoić, ale osiągnął przeciwny efekt, gdyż wstrząsy nasiliły się a krzyk stał się jeszcze głośniejszy, gdy usłyszałem słowa "Jego tu nie ma."
- Harry, Harry, Harry, Harry, Harry...- zacząłem powtarzać jego imię jak mantrę, kołysząc się w przód i w tył.
- Co się dzieje, gdzie jest Harry? -zapytał zaniepokojony Zayn, rozglądając się po mieszkaniu. W ręce została mi wciśnięta kartka oraz ołówek a ja napisałem parę słów zanim osunąłem się w ciemność, mdlejąc.
Life is brutal, honey....
niedziela, 2 lutego 2014
Rozdział 19
wtorek, 14 stycznia 2014
Rozdział 18
Nie bijcie. Tak naprawdę internet już mam dawno, ale dopiero teraz wena wróciła.
ENJOY!
-------------------------------------
{P. Julii}
Gdy skończyłam w salonie rozległa się... cisza. Wbiłam wzrok w ziemię i przygryzłam wargę. Nagle, do moich bębenków usznych dobiegły oklaski. Podniosłam zdezorientowana głowę i zauważyłam, że wszyscy biją mi brawo. Kamila nawet włożyła dwa palce do ust i zagwizdała.
- No i co, ruda, było tak źle? - zapytał ze śmiechem Zayn, pochodząc do mnie i obejmując ramieniem.
- Uhm... Pomijając fakt, że chcę cię zabić, to było...w porządku - odparłam i uśmiechnęłam się niepewnie - Mówiłam ci już, że masz na mnie nie mówić ruda?
- Mnie? A skąd. Nic takiego nie słyszałem - powiedział mulat i zarobił za to kuksańca w żebra - Au. No dobra, przepraszam.
- Julcia, było świetnie! - krzyknął Hazza, nadal nie ruszając się z kolan Lou, który także mnie oklaskiwał - Powtarzam, idź do XFactor, czy coś!
Pokręciłam głową i uciekłam do kuchni. Czy on naprawdę nie rozumie, że nie dam rady występować publicznie? Westchnęłam, czując się przytłoczona własnymi wadami. Dziwię się, że chłopacy normalnie wychodzą na scenę, gdy tyle oczu się w nich wpatruje, gdy wszystko może się spieprzyć.
- Nosz kurwa - mruknęłam i wyjęłam z kieszeni białą tabletkę, którą szybko połknęłam. Od razu poczułam się lepiej, gdy zawartość pigułki dotarła do żołądka i rozlała po moim ciele adrenalinę. Ciekawe...
- Ej, rudzielecu, dobrze się czujesz? - spytał Malik, powodując u mnie podskok - W główce coś ci się nie poprzewracało?
- Nie. Wszystko dobrze - warknęłam, przeczesując palcami włosy i znieruchomiałam, gdy czarnowłosy chwycił mnie za ramiona.
- Po jaką cholerę? - choć nie wyraził dokładnie o co mu chodzi, ja to zrozumiałam - Jula, po co?
- .... Nie jest tak jak myślisz. To na wypadek, gdy wpadnę w panikę albo gdy się mocno denerwuję - odpowiedziałam, unikając wzroku Zayn'a. Chłopak westchnął, po czym przytulił mnie.
- Jak przesadzisz i umrzesz to cię zabiję - szepnął mulat, chowając twarz w moich włosach.
- Zabijesz trupa? To raczej niemożliwe - odszepnęłam, wtulając się w tors Malika. Czarnowłosy chwycił mój podbródek i, po chwili wahania, pocałował mnie. Przed oczami zobaczyłam fajerwerki i od razu odwzajemniłam gest. Trwało to tak długo, aż nie zabrakło nam powietrza i oderwaliśmy się od siebie, oddychając ciężko.
niedziela, 1 grudnia 2013
Rozdział 17
{P. Louis'a}
Uśmiechnąłem się, słysząc to pytanie.
- Zostanę - szepnąłem, odwracając się przodem do Loczka i muskając jego usta moimi własnymi - Już na zawsze.
- Ja... Kocham cię, Boo Bear - odparł cicho Harry, rumieniąc się uroczo - I niech to się nie zmieni.
[Ranek, p. Julki]
Wyszłam na balkon, unosząc głowę i patrząc w bezchmurne niebo. Po chwili, rozległo się pukanie do drzwi. Otworzywszy je, dostrzegłam, że w progu stoi Zayn. Uśmiechnęłam się, widząc przyjaciela.
- Chodź na dół, ruda - zachichotał mulat a ja zmrużyłam oczy, ale posłusznie podążyłam za Malikiem.
- Zaśpiewaj coś, Jula! - poprosił Zayn a ja pokręciłam przecząco głową. Jednakże nie miałam wielkiego wyboru, bo zebrani w salonie zaczęli skandować moje imię.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam.
When I am down, and my soul so weary,
When troubles come and my heart burned be.
Then I am still, and wait here in the silence,
Until he come and sit awhile with me.
You raise me up, so I can stand on mountains.
You raise me up, to walk on stormy seas.
I am strong, when I am on your shoulders.
You raise me up, to more then I can be...
Gdy skończyłam, w salonie rozległ się...
-------------------------------------
Przepraszam.... Rozdział krótki i do bani, ale nie mam weny... Oraz Internetu. Więc dopóki nie odzyskam neta, nie będzie rozdziałów.
Jeszcze raz przepraszam i dobrej nocy życzę,
DK T.T
wtorek, 12 listopada 2013
Rozdział 16
{P. Harry'ego}
Nadal miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że ktoś mnie gładzi po policzku. Uchyliłem powieki i zaraz przysunąłem rękę do ust. Zerwałem się z kanapy, biegnąc do łazienki. Chwilę potem, klęczałem nad muszlą klozetową, intensywnie opróżniając swój przewód pokarmowy.
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską Lou, stając w progu łazienki i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Tak. Nie patrz - powiedziałem lekko ochrypłym głosem, wstając i obmywając usta. Szatyn tylko prychnął, podszedł do mnie i objął w pasie a nos wtulił w moją szyję.
- Harry, jak chcesz, to mogę zadzwonić po lekarza - szepnął Pasiasty, owiewając mój kark ciepłym powietrzem. Zadrżałem i pokręciłem głową, oswobodzając się delikatnie z objęć niebieskookiego.
- Muszę się tylko przewietrzyć, nic więcej - odparłem uspokajającym tonem i udałem się na balkon. Wkrótce poczułem się lepiej, gdy zimny wiatr mnie orzeżwił.
- Wiesz, nie powinieneś sam wychodzić w noc - rozległ się głos a ja przestraszony drgnąłem, jednocześnie cofając się do wejścia do salonu.
- Mogłaby ci się stać krzywda, Harry... - po tym, szybko wbiegłem do środka, zamykając drzwi na klucz. Nie zwracając uwagi na krzyki przyjaciół, szybko udałem się do mojego pokoju. Na moje nieszczęście, był tam Tommo, wyglądający przez okno. Nie mówiąc ani słowa, podszedłem do niego i przytuliłem się do jego pleców.
- Louis... Zostaniesz dziś ze mną na noc?
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdział 15
{P. Louis'a}
Gdy schodziłem po schodach, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Usiadłem na schodach, gdy do salonu wszedł Justin. Od razu się cały spiąłem i zacisnąłem dłonie w pięści.
- Co ty tu robisz? - warknąłem, wstając i mrużąc patrzałki. Brunet tylko uśmiechnął się kpiąco, widząc moje zdenerwowanie.
- Przyszedłem odwiedzić Harry'ego. W końcu, to także mój przyjaciel - oznajmił spokojnie brązowooki, pochodząc do schodów, jednak ja zagrodziłem mu drogę.
- Nie. Nie pójdziesz do niego - powiedziałem, krzyżując ręce na piersi.
- A co, zabronisz mi? - zapytał piosenkarz a w jego głosie słychać było wyzwanie. Kątem oka zauważyłem, że jesteśmy sami w pokoju.
- Zabronię. To przez ciebie Harry myśli, że był jedynie zabawką. To twoja wina, że on nie chce się już do mnie odzywać - odparłem, patrząc w brązowe oczy chłopaka.
- Ale on i tak ci nie uwierzy. I masz rację, to moja wina. Owszem, kłamałem, ale nie podoba mi się, jak go traktujesz - oznajmił brunet, uśmiechając się bezczelnie.
- Ty tym bardziej nie masz prawa decydować kto mnie jak traktuje - rozległ się wściekły głos z góry schodów. Bieber cofnął się a ja obróciłem się szybko. Był to nie kto inny, jak Hazza ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej. Loczek powoli zszedł do nas, patrząc ze wściekłością w oczach na brązowookiego.
- Harry, ja... - zaczął Justin, uśmiechając się nerwowo.
- Wynoś się - warknął Styles, wskazując ręką na drzwi - I nie wracaj.
Brunet jeszcze przez chwilę się wahał a potem mruknął coś nieartykułowanego pod nosem i wyszedł, trzaskając drzwiami. Harry przez chwilę patrzył za nim a potem odwrócił się w moją stronę.
- Wybaczysz mi? - zapytał a w jego oczach zalśniły łzy.
- Za co? - odparłem, wyciągając dłoń i ocierając patrzałki Loczka. Ten zaś wtulił policzek w moją dłoń.
- Że byłem takim głupcem - szepnął Hazza na co ja tylko przytuliłem go i pogładziłem po włosach. Chłopak pachniał czekoladą. Teraz już wiem, że ten zapach będzie kojarzył mi się tylko z nim.
- Urocze, nie ma co - rozległ się komentarz z okolic kuchni a my natychmiastowo się tam odwróciliśmy. W progu stała Jula razem z Niallerem.
- Ładnie to tak podsłuchiwać? - zapytał Harry, śmiejąc się i łapiąc mnie delikatnie za dłoń. Jednakże w oczach Julki kryło się ostrzeżenie, skierowane wyłącznie do mnie. Prawie niezauważalnie kiwnąłem głową, przyjmując je do wiadomości.
{P. Julki}
Dobrze, że zrozumiał. Chciałam mu przekazać, że jak skrzywdzi jeszcze raz Harry'ego, to będzie miał ze mną na pieńku. Wszyscy udaliśmy się do salonu a Harry oczywiście wylądował na kolanach Louis'a. Wkrótce jednak, miał twarz schowaną w jego torsie, bo pewien idiota (czyt. Niall) postanowił włączyć horror. Po paru minutach, Lou chwycił pilot i wyłączył telewizor. Hazza odetchnął z ulgą, ale nie odklejał się od Pasiastego.
- To nawet nie było straszne - mruknął niezadowolony blondyn - Potem było gorzej, jak ten potwór rozpruł to...
I tu Niall urwał, gdyż dostał poduszką od Tommo. Zerknęłam na Harry'ego i pomyślałam, że Lou dobrze zrobił - chłopak był blady i miał zaciśnięte powieki.
Rozdział 14
{P. Harry'ego}
Obudziłem się, bo usłyszałem z salonu jakieś krzyki. Postanowiłem to sprawdzić, więc wstałem z łóżka i po cichu zszedłem po schodach. Zatrzymałem się jednak w połowie drogi, gdy usłyszałem głos Louis'a i Justin'a.
- Zrozumiałeś?! Nie zbliżaj się do Harry'ego - krzyknął szatyn a ja wychyliłem się tak, by widzieć całą sytuację. Niebieskooki był zdenerwowany a brunet wydawał się zrelaksowany.
- O czym ty mówisz, Tomlinson? - zapytał Justin, unosząc brwi w geście zdziwienia. Tommo prychnął, po czym zbliżył się do piosenkarza i chwycił go za przód bluzki.
- Dobrze wiesz o czym, Bieber! Widzę, jak patrzysz na Hazzę, widzę, że masz ochotę go... - tu Lou urwał i skrzywił się - Tak czy inaczej, nawet nie waż się dotknąć go placem!
Zrobiło mi się tak jakoś ciepło w środku, że chłopak tak się o mnie martwi. Ale co on wygadywał o Justin'ie?
- Może jednak nie jesteś taki głupi. A wiesz, co ja zauważyłem? Że bawisz się Harry'm, że wcale ci na nim nie zależy. Manipulujesz jego uczuciami, tak by skakał jak ty mu tańczysz - warknął brązowooki, wyrywając się z uścisku Pasiastego i przyszpilając go do ściany. Mnie zaś ogarnął niepokój i wątpliwości. Czy to prawda? Czy Louis'owi tak naprawdę na mnie nie zależy? Te i inne pytania krążyły po mojej głowie niczym natarczywe muchy. W moim sercu jeszcze palił się promyk nadziei, ale zgasł, gdy Lou pobladł na słowa Justin'a. "C...Czyli to prawda?" - pomyślałem a do moich oczu napłynęły łzy.
- C...Co ty wygadujesz?! - zawołał szatyn, próbując strząsnąć z siebie ręce piosenkarza - To nieprawda! Ja naprawdę go kocham!
Justin na te słowa jedynie zaśmiał się kpiąco i mocniej zacisnął palce na Marchewie.
- Słuchaj. Widzę, że wcale nie jesteś gejem - powiedział brunet i puścił chłopaka, po czym skierował się do wyjścia.
- A i jeszcze jedno. Możesz znaleźć sobie nowego chłoptasia, bo twój był na schodach i wszystko słyszał - powiedział Bieber a ja szybko pobiegłem do mojego pokoju, trzaskając drzwiami. Na moich policzkach czułem gorące łzy, które świadczyły, że moje serce właśnie zostało rozerwane na milion kawałeczków i spalone. Po chwili, usłyszałem walenie w drzwi.
- Harry! Harry, cholera jasna, otwieraj! To nie tak jak myślisz! - krzyknął szatyn, próbując otworzyć drzwi.
- Co tu się dzieje? - rozległ się głos zaspanej Julki, który sugerował, że nie warto jej było budzić.
- Hazza się... zdenerwował - wyjaśnił wymijająco Lou a po jego słowach rozległo się głuche uderzenie i jęknięcie z bólu niebieskookiego.
- Coś ty mu znowu zrobił? - zapytała rudowłosa wściekłym tonem i domyśliłem się, że to ona uderzyła Tommo. Szybko podbiegłem do drzwi i uchyliłem je trochę.
- Nie bij go - powiedziałem, podnosząc głowę i patrząc błagalnie na Julę - Sam to załatwię, jutro rano.
Dziewczyna przez chwilę się wahała, ale kiwnęła głową i wróciła do siebie. Z moich oczu pociekły nowe łzy, które wywołały grymas bólu na twarzy mojego byłego przyjaciela.
- Harry, ja... - zaczął Pasiasty, próbując złapać mnie za rękę i urwał nie wiedząc co powiedzieć.
- Dobranoc - powiedziałem chłodno, zamykając drzwi i rzucając się na łóżko. Po jakiejś godzinie, Morfeusz wreszcie przyjął mnie w swoje progi.
[Ranek, p. Harry'ego}
Obudziłem się, boleśnie świadomy zdarzeń z poprzedniej nocy. Przez chwilę jeszcze leżałem w łóżku a potem, wstałem i zszedłem na dół, nawet nie zaglądając do łazienki. Wszedłem do salonu, gdzie zgromadziła się cała ferajna. Louis od razu spojrzał na mnie z nadzieją, ale go zignorowałem.
- Cześć Harry - powiedziała Jula, uśmiechając się ciepło do mojej osoby, lecz nie odwzajemniłem gestu.
- Cześć - mruknąłem, siadając przy stole a przede mną wylądował talerz jajecznicy i kakao. Odsunąłem pierwsze naczynie i tylko wziąłem kubek z napojem.
- Hazza... Musisz coś zjeść - powiedział stanowczo Liam, z powrotem przysuwając do mnie jajecznicę. Skrzywiłem się i dalej sączyłem ciepłe picie.
- Nie chcę - powiedziałem, oddalając od siebie śniadanie - Wracam do łóżka.
Mówiąc to, wziąłem w ręce naczynie z smaczną cieczą i podreptałem na górę. Na szczęście, nikt nie próbował mnie zatrzymać. Wkrótce zagrzebałem się w kołdrze, ale spodziewałem się, że zaraz szatyn tu przyjdzie. Nie pomyliłem się, drzwi po paru minutach uchyliły się i do środka cicho wszedł niebieskooki.
- Co chcesz? - warknąłem, odkładając na szafkę nocną kubek z kakaem. Lou siadł na krańcu łóżka z miną jak zbity pies.
- Ja... Harry, daj mi to wytłumaczyć. To nieprawda, co mówił Justin. On blefował, wiedział, że cię to skrzywdzi i wtedy będzie mógł cię.... - Tommo nie dokończył zdania, krzywiąc się z wściekłości.
- Dlaczego miałbym ci uwierzyć? Widziałem twoją reakcję. Ona mi wystarczająco dużo powiedziała - szepnąłem a z moich oczu popłynęły łzy - Kłamałeś od początku, bawiłeś się mną. Miałeś gdzieś moje uczucia, chciałeś mnie po prostu wykorzystać. A teraz wyjdź.
Mimo iż mówiłem spokojnie, Louis wyglądał na zdruzgotanego. Szatyn bez słowa podniósł się i opuścił pomieszczenie, jednak przy klamce zatrzymał się.
- Mam tylko ostatnią prośbę. Nigdy nie zostawaj sam na sam z Justin'em - powiedział Tomlinson i wyszedł.
{P. Julki}
Westchnęłam, przesuwając ręką po twarzy.
- Myślicie, że się wyliże? - zapytałam, kierując wzrok na Nialla.
- Chyba tak - odparła Kamila, przygryzając wargę.
- Tylko o co poszło? - zapytał Zayn, przeczesując palcami włosy.
- Słyszałem wczoraj krzyki z salonu. Chyba Justin'a i Lou - powiedział niepewnie Liam, opierając się o próg kuchni.
- Louis powiedział, że Hazza się zdenerwował - oznajmiłam, patrząc po wszystkich zebranych - Może Justin i on pokłócili się o Harry'ego?
- Chyba nie o to chodzi. No nic, pozostaje czekać - stwierdził Niall, wstając z kanapy.
- Trzeba czekać - powtórzyłam, zerkając na chwilę w stronę schodów, gdy...
środa, 6 listopada 2013
Rozdział 13
Przepraszam! Przepraszam! Nic tak długo nie dodałam bo szkoła skutecznie powstrzymuje moje chęci i pomysły do pisania!
Przepraszam i
ENJOY!
~Uwaga! Nie biorę odpowiedzialności za waszą zrytą psychę. Jeśli ktoś woli mieć mózg w całości, proszę uprzejmie o opuszczenie tego rozdziału. Ale i tak wiem, że zostaniecie, hyhy~
---------------*------------*-------------*
{P. Julki}
- Martwię się o nich - powiedziałam, siedząc na kanapie, obok Nialla.
- Wiem, ja też. Można tylko mieć nadzieję że jakoś to będzie - odparł blondyn, uśmiechając się lekko. Odwazajemniłam gest i chwilę po tym, rozległ się trzask otwieranych drzwi. Od razu zerwałam się z kanapy i pobiegłam do przedpokoju.
- HARRY EDWARD STYLES! Gdzieś ty, do jasnej cholery był?! - wrzasnęłam, zaciskając ręce w pięści a zdezorientowany, zaskoczony i zarumieniony.... Chwila moment. ZARUMIENIONY?!
- Ja... - zaczął brunet, krążąc nerwowo wzrokiem po pomieszczeniu.
- Był w parku - dokończył za niego Lou, uśmiechając się. Jak to mówił, ścisnął uspokajająco dłoń zielonookiego.
- Mogłeś przynajmniej coś powiedzieć! - powiedziałam, krzyżując ręce na piersiach.
- Przepraszam. Zrobiłem to spontanicznie i nie pomyślałem, żeby cię poinformować - wyjaśnił Hazza i przytulił mnie. Kątem oka zauważyłam, że Lou nie jest zbyt szczęśliwy z tego powodu. Następnie Loczek udał się do salonu, ciągnąc za sobą Tomlinsona. Zaśmiałam się pod nosem i również tam poszłam.
{P. Kamili}
Do salonu weszli Harry i Louis. Co dziwniejsze, mieli lekko splątane palce, jakby trzymali się wcześniej za dłonie.
- Urocze - skomentowałam głośno, uśmiechając się. Za Larry'm weszła Jula, także mająca banan na twarzy.
- Chłopaki, gdzieście wy byli? - zapytał Niall, opierając dłonie na biodrach. Na to, Lou objął Harry'ego w pasie a brunet się zarumienił, ale nie wyrywał.
- W parku. A co? - zapytał ostrzegawczo szatyn, mocniej przytulając do siebie Hazzę.
- Yyy.... Nic. Martwiliśmy się o was i tyle - zapewnił Żarłok, unosząc ręce w obronnym geście.
- Nie kłóćcie się chłopaki - poprosił Styles, patrząc na Tommo tymi maślanymi patrzałkami i co dziwniejsze, Louis od razu zamilkł z wyrazem szczęścia na buźce.
- Oooo.... Co ja widzę - powiedział Justin, wychodząc z kuchni. Zauważyłam, że Lou od razu cały się spiął, jakby coś mu groziło. Po chwili, Hazza ziewnął i oswobodziwszy się delikatnie z ramion szatyna, poleciał do swojej sypialni.
{3 godziny później, Narrator}
W salonie został już tylko Louis i Justin. Ten pierwszy był wyraźnie wyprowadzony z równowagi, zaś drugi odprężony.
- Dobra, mam dość!