{P. Louisa}
Nikt, na szczęście, nie zauważył, że wyszedłem z domu. A raczej się wymknąłem. Cóż, nieważne, musiałem się przejść. Gdy byłem obok domu dziewczyn, zatrzymałem się. Paliły się tam światła, co znaczyło, że Kamila jest w środku. Patrzyłem jeszcze chwilę i wróciłem do domu. Nie mówiąc nic, poszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku. Usłyszałem, że Julka wróciła do domu, czyli Hazza też. Wkrótce, zaczęły mi się kleić powieki. Szybko zmorzył mnie sen i zapadła ciemność.
[2 godziny później]
Obudziłem się i zszedłem na dół, do salonu, gdzie chłopaki siedzieli na kanapie. Juli nie było.
- Gdzie Julka? - zapytałem i ziewnąłem.
- Poszła do domu - odparł Hazza. W jego głosie wyczułem, że jest niezadowolony z tego powodu. Liam wstał i podszedł do okna.
- O, coś się pali - zauważył. Od razu do niego podszedłem i również spojrzałem w tamtą stronę. Owszem paliło się a dokładniej....
- Eee... A czy to nie jest dom dziewczyn....? - spytałem a w moim głosie pojawiło się przerażenie.
- O cholera! - zaklął Liam i odszedł błyskawicznie od okna, podchodząc do drzwi - Niall! Harry!
Dwójka chłopaków podbiegła do niego.
- My idziemy do dziewczyn. Louis, Zayn, zadzwońcie po straż pożarną! - zarządził Payn i razem z Niallerem i Hazzą wybiegli. Szybko chwyciłem telefon i wykręciłem numer.
- Halo? Pożar wybuchł pod..... - podałem adres i rozłączyłem się. Poleciałem do domu dziewczyn a Malik za mną.
- Jak myślisz, coś im się stało? - zapytał mnie mulat, gdy biegliśmy.
- Zamknij się! - krzyknąłem i przyśpieszyłem. Zayn cały czas był za mną.
[Parę godzin wcześniej, p. Julci]
Obudziłam się i poczułam dym oraz zapach spalenizny. Zaczęłam kaszleć i gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam szarość. Wyskoczyłam z łóżka i kaszląc, zniżyłam się jak najniżej podłogi. Płuca paliły mnie niemiłosiernie. Tak szybko, jak mogłam, podbiegłam do pokoju Kamili, która nadal spała.
- Kamila! Obudź.... Khe!.... Się! - krzyknęłąm, przez kaszel. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Co? Jeszcze chwilę... - mruknęła. Zerwałam z niej kołdrę.
- Idiotko! Pożar! WSTAWAJ W TEJ CHWILI! - wrzasnęłam, łykając jeszcze więcej dymu. Kamila poderwała się z łóżka i wybiegła na korytarz. Kaszląc, pobiegłam za nią. Spojrzałam na korytarz za mną i ujrzałam okropny obraz. Płomienie tam szalały. Krztusząc się, zbiegłam na dół i gdy już chciałam zejść ze schodów, usłyszałam trzask i płonąca belka spadła tuż przede mną. Odskoczyłam.
- Julka! Jesteś cała?! - usłyszałam wrzask Kamili. Łzy leciały mi do oczu a płuca paliły.
- T-Tak! Biegnij, sprowadź pomoc! Poradzę sobie! - odwrzasnęłam. Usłyszałam tupot stóp i domyśliłam się, że to Kami wybiegła z domu. Kucnęłam przy podłodze, starając się wdychać jak najmniej dymu. "Za gorąco mi tu...." - pomyślałam.
- Halo?! Jest tu kto?! - usłyszałam krzyk. Zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Tak! Jestem na schodach, belka zablokowała mi drogę! - odpowiedziałam.
- Jest na górze okno?! Jeśli tak, to podejdź do niego i poczekaj chwilę! - powiedział ktoś. Pobiegłam na górę i stanęłam przed oknem. Zobaczyłam, że na dole są strażacy, z rozłożoną płachtą.
- Skacz, dziewczyno! - krzyknął któryś z nich. Zakręciło mi się znowu w głowie. Miałam okropny lęk wysokości.
- N-Nie... Nie dam rady! - odparłam. Wtedy, zobaczyłam na dole przerażoną twarz Kamili. I nie tylko, był tam też Harry, Niall i Liam.
- Julka! Skacz, dasz radę! Jesteś silna! - krzyknął Hazza. Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam krok w pustkę. Zaczęłam spadać.....
poniedziałek, 24 czerwca 2013
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział 5
{Perspektywa Kami}
Szłam sobie spokojnie na dół, do salonu, gdzie siedzieli chłopaki i nie zauważyłam, że na schodach leży lusterko a ja miałam obcasy na nogach. W pewnej chwili, usłyszałam trzask i poleciałam na dół z wrzaskiem. Zacisnęłam powieki, lecz nie poczułam, żebym upadła na ziemię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że tkwię w objęciach Louisa. Wydawał się zaskoczony, lecz się uśmiechał.
- Jesteś cała? - zapytał, niemal szeptem. Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam mu w oczy. Gdy Louis zbliżył swoją twarz do mojej, poczułam że się rumienię. Wtedy rozległ się wrzask a ja odskoczyłam od bruneta i spojrzałam na siebie. Na schodach stał Zayn i trzymał w rękach coś, co kiedyś było jego lusterkiem. Od razu przybiegł Liam i zaczął się drzeć :
- MALIK!! KOLEJNE?! - i po tym zbiegł na dól a za nim Zayn. Z trudem powstrzymałam się od śmiechu i kiedy poczułam, że nie wytrzymam, czmychnęłam na górę. Tam stała Julka z mściwą miną.
- Stłukło się? - zapytała z nadzieją. Kiwnęłam głową.
- Ty je tam położyłaś, prawda? - wykrztusiłam przez śmiech.
- Nie powinien mnie był nazywać rudzielcem - oznajmiła. Wyszczerzyła się do mnie i zeszła na dół.
{Perspektywa Julki}
Stanęłam na schodach, patrząc z rozbawieniem na kłótnię chłopaków. Liam nie chciał wierzyć, że to nie wina Zayn'a, że lusterko się stłukło. Postanowiłam w końcu przerwać tą farsę i stanęłam koło Malika, mając ręce skrzyżowane na piersi.
- Liam, to nie jego wina - wtrąciłam łagodnie. Payne spojrzał na mnie ze zdziwieniem i prychnął ze złością.
- Ależ oczywiście, że to.... - zaczął mówić. Zrobiłam krok w jego stronę.
- To nie jego wina - powtórzyłam dobitnie i podeszłam jeszcze bliżej - To ja podłożyłam to lusterko.
Powiedziałam to tak cicho, że tylko Liam mnie usłyszał. Chłopak wytrzeszczył na mnie oczy i zerknął na Zayn'a. Odeszłam od Liama i klepnęłam Malika po ramieniu, po czym, zanosząc się od śmiechu, padłam na kanapę. Siedzący tam Niall spojrzał na mnie z podziwem i wrócił do oglądania TV.
{Perspektywa Nialla}
Ta Julka... Podziwiałem ją. "Odważna, ma poczucie humoru, potrafi się ze wszystkimi dogadać... No i brzydka też nie jest...." - myślałem. Spojrzałem jeszcze raz na rudowłosą, która akurat spadła na podłogę, śmiejąc się. Od razu przestała i oddychała ciężko, krzywiąc się od czasu do czasu.
- Wszystko w porządku? - zapytałem. Julka spróbowała wstać i znowu upadła na podłogę.
- Eee.... Chłopaki, jest problem! - wrzasnąłem i od razu przybiegła do mnie piątka chłopaków plus Kamila.
- Co jest?? - zapytał Harry. Julka wzięła głęboki oddech i wstała, zachwiała się, i usiadła na kanapie.
- Nie wiem.... Coś mi strzykło, o tutaj - pokazała na żebro - i boli.
Z trudem powstrzymałem się, by nie parsknąć śmiechem. Minę miała jak naburmuszone dziecko. Hazza złapał kluczyki i potem wziął Julę na ręce.
- Ah! Co ty robisz?! - krzyknęła zdziwiona dziewczyna. Harry wyszczerzył się do niej i podszedł do drzwi.
- Biorę cię do szpitala - wyjaśnił spokojnie, wynosząc zdezorientowaną Julkę za drzwi. Długo jeszcze za nimi patrzyłem, aż Liam nie położył mi ręki na ramieniu.
- Wszystko w porządku, stary? - zapytał. Kiwnąłem głową i poszedłem do swojego pokoju.
{P. Hazzy}
Położyłem ostrożnie Julię na tylnym siedzeniu i sam wsiadłem na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy do szpitala. Gdy byliśmy na miejscu, rudowłosa już chciała wysiadać, lecz jej na to nie pozwoliłem. Znowu wziąłem ją na ręce.
- Potrafię sama chodzić, dziękuję! - powiedziała zirytowana dziewczyna, więc postawiłem ją na ziemię. Krzywiła się przy każdym kroku i musiała się mnie podtrzymywać. Trochę bawiła mnie ta sytuacja, ale nie śmiałem się. W końcu doszliśmy do gabinetu doktora. Zapukałem i gdy usłyszałem "proszę", wprowadziłem Julcię do gabinetu.
- Dzień dobry. Co pani dolega? - zapytał a dziewczyna opowiedziała co się stał i lekarz ją zbadał.
- To nic takiego. Żebra trochę poobijane i kręgosłup, ale nic więcej. Proszę się nie martwić - zapewnił.
- Uf, to w takim razie ulga. Dziękuję, psze pana - powiedziała Julia i wyszliśmy z gabinetu. Zauważyłem, że rudowłosa była już praktycznie wyczerpana, więc wziąłem ją na ręce. Nie zaprotestowała.
- Normalnie, jak mój tata..... - mruknęła pod nosem a ja wyszczerzyłem się, bo pewien pomysł wpadł mi do głowy. Julka zauważyła ten uśmiech i zrobiła przerażoną minę.
- Nie! Nawet mi się nie waż! - krzyknęła, lecz na nic. Posadziłem ją na tylnym siedzeniu.
- Spokojnie, córeczko - powiedziałem a dziewczyna zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
- Już nie żyjesz, Loczek! - zapowiedziała.
- Zabawne - odparłem - Chyba powinienem przestać chodzić?
Szłam sobie spokojnie na dół, do salonu, gdzie siedzieli chłopaki i nie zauważyłam, że na schodach leży lusterko a ja miałam obcasy na nogach. W pewnej chwili, usłyszałam trzask i poleciałam na dół z wrzaskiem. Zacisnęłam powieki, lecz nie poczułam, żebym upadła na ziemię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że tkwię w objęciach Louisa. Wydawał się zaskoczony, lecz się uśmiechał.
- Jesteś cała? - zapytał, niemal szeptem. Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam mu w oczy. Gdy Louis zbliżył swoją twarz do mojej, poczułam że się rumienię. Wtedy rozległ się wrzask a ja odskoczyłam od bruneta i spojrzałam na siebie. Na schodach stał Zayn i trzymał w rękach coś, co kiedyś było jego lusterkiem. Od razu przybiegł Liam i zaczął się drzeć :
- MALIK!! KOLEJNE?! - i po tym zbiegł na dól a za nim Zayn. Z trudem powstrzymałam się od śmiechu i kiedy poczułam, że nie wytrzymam, czmychnęłam na górę. Tam stała Julka z mściwą miną.
- Stłukło się? - zapytała z nadzieją. Kiwnęłam głową.
- Ty je tam położyłaś, prawda? - wykrztusiłam przez śmiech.
- Nie powinien mnie był nazywać rudzielcem - oznajmiła. Wyszczerzyła się do mnie i zeszła na dół.
{Perspektywa Julki}
Stanęłam na schodach, patrząc z rozbawieniem na kłótnię chłopaków. Liam nie chciał wierzyć, że to nie wina Zayn'a, że lusterko się stłukło. Postanowiłam w końcu przerwać tą farsę i stanęłam koło Malika, mając ręce skrzyżowane na piersi.
- Liam, to nie jego wina - wtrąciłam łagodnie. Payne spojrzał na mnie ze zdziwieniem i prychnął ze złością.
- Ależ oczywiście, że to.... - zaczął mówić. Zrobiłam krok w jego stronę.
- To nie jego wina - powtórzyłam dobitnie i podeszłam jeszcze bliżej - To ja podłożyłam to lusterko.
Powiedziałam to tak cicho, że tylko Liam mnie usłyszał. Chłopak wytrzeszczył na mnie oczy i zerknął na Zayn'a. Odeszłam od Liama i klepnęłam Malika po ramieniu, po czym, zanosząc się od śmiechu, padłam na kanapę. Siedzący tam Niall spojrzał na mnie z podziwem i wrócił do oglądania TV.
{Perspektywa Nialla}
Ta Julka... Podziwiałem ją. "Odważna, ma poczucie humoru, potrafi się ze wszystkimi dogadać... No i brzydka też nie jest...." - myślałem. Spojrzałem jeszcze raz na rudowłosą, która akurat spadła na podłogę, śmiejąc się. Od razu przestała i oddychała ciężko, krzywiąc się od czasu do czasu.
- Wszystko w porządku? - zapytałem. Julka spróbowała wstać i znowu upadła na podłogę.
- Eee.... Chłopaki, jest problem! - wrzasnąłem i od razu przybiegła do mnie piątka chłopaków plus Kamila.
- Co jest?? - zapytał Harry. Julka wzięła głęboki oddech i wstała, zachwiała się, i usiadła na kanapie.
- Nie wiem.... Coś mi strzykło, o tutaj - pokazała na żebro - i boli.
Z trudem powstrzymałem się, by nie parsknąć śmiechem. Minę miała jak naburmuszone dziecko. Hazza złapał kluczyki i potem wziął Julę na ręce.
- Ah! Co ty robisz?! - krzyknęła zdziwiona dziewczyna. Harry wyszczerzył się do niej i podszedł do drzwi.
- Biorę cię do szpitala - wyjaśnił spokojnie, wynosząc zdezorientowaną Julkę za drzwi. Długo jeszcze za nimi patrzyłem, aż Liam nie położył mi ręki na ramieniu.
- Wszystko w porządku, stary? - zapytał. Kiwnąłem głową i poszedłem do swojego pokoju.
{P. Hazzy}
Położyłem ostrożnie Julię na tylnym siedzeniu i sam wsiadłem na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy do szpitala. Gdy byliśmy na miejscu, rudowłosa już chciała wysiadać, lecz jej na to nie pozwoliłem. Znowu wziąłem ją na ręce.
- Potrafię sama chodzić, dziękuję! - powiedziała zirytowana dziewczyna, więc postawiłem ją na ziemię. Krzywiła się przy każdym kroku i musiała się mnie podtrzymywać. Trochę bawiła mnie ta sytuacja, ale nie śmiałem się. W końcu doszliśmy do gabinetu doktora. Zapukałem i gdy usłyszałem "proszę", wprowadziłem Julcię do gabinetu.
- Dzień dobry. Co pani dolega? - zapytał a dziewczyna opowiedziała co się stał i lekarz ją zbadał.
- To nic takiego. Żebra trochę poobijane i kręgosłup, ale nic więcej. Proszę się nie martwić - zapewnił.
- Uf, to w takim razie ulga. Dziękuję, psze pana - powiedziała Julia i wyszliśmy z gabinetu. Zauważyłem, że rudowłosa była już praktycznie wyczerpana, więc wziąłem ją na ręce. Nie zaprotestowała.
- Normalnie, jak mój tata..... - mruknęła pod nosem a ja wyszczerzyłem się, bo pewien pomysł wpadł mi do głowy. Julka zauważyła ten uśmiech i zrobiła przerażoną minę.
- Nie! Nawet mi się nie waż! - krzyknęła, lecz na nic. Posadziłem ją na tylnym siedzeniu.
- Spokojnie, córeczko - powiedziałem a dziewczyna zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
- Już nie żyjesz, Loczek! - zapowiedziała.
- Zabawne - odparłem - Chyba powinienem przestać chodzić?
niedziela, 16 czerwca 2013
Rozdział 4
{Julia}
Wracałam z Niallem z mojego i Kamili domu, razem z naszymi rzeczami. Gdy byliśmy już na miejscu, wyskoczyłam z samochodu i wzięłam jedną torbę a blondyn drugą. Weszłam do domu i od razu zobaczyłam, że Zayn lata po mieszkaniu, goniąc Liama. Czarnowłosy trzymał w ręce łyżkę. Zerknęłam na nich i na Nialla. Ten wzruszył ramionami.
- Ta, to typowe - odpowiedział. Położyłam torbę na ziemi i wyjęłam z niej lusterko, które schowałam za plecami.
- Zayn, mam coś dla ciebie! - oznajmiłam, wyciągając lustro zza pleców. Malik w jednej chwili znalazł się przy mnie i wyrwał mi przedmiot z dłoni.
- Dzięki, ru... Po prostu dzięki! - powiedział i szybko poleciał na górę, by odłożyć lustro. Liam zerknął na mnie.
- Dziękuję, madame. Uratowałaś mnie - oznajmił i skłonił się teatralnie. Uśmiechnęłam się.
- Ależ nie ma za co, sir! - odparłam i dygnęłam. Zaśmialiśmy się. Ziewnęłam i spojrzałam na zegarek. Była 23.
- Julka, chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - powiedział Niall. Wzięłam z torby moje rzeczy i poszłam za nim. na górę. Pokazał mi pokój i wyszedł. Przebrałam się w piżamkę i usiadłam na łóżku. Zdjęłam gumkę z włosów i wzięłam do ręki szczotkę. Zaczęłam rozczesywać włosy. Zawsze przy tym śpiewałam, ale oczywiście cicho.
Otwórz swoje oczy, do góry spójrz, czy już widzisz morze gwiazd?
Za każdym razem, gdy zobaczysz je, to wspomnij nas.
Tak nagle cię zabrakło, ucichł twój śpiew, już Cię nie ma pośród nas.
Lecz twój ciepły głos, w naszych sercach, brzmi cały czas.
Choć dotknąć Cię nie sposób, to jakoś tak, trudno odczuć nam te brak.
Jesteś jednym z nas, cząstką całości, znasz nasz mały świat.
Drzwi zamknięte, lecz klucz ma ktoś, kto miał w tym własny plan.
W tej chwili rozległo się pukanie. Podskoczyłam i zobaczyłam, że w drzwiach stoi Harry. Zrobiłam się czerwona na twarzy.
- Cześć. Fajna piosenka - powiedział i usiadł koło mnie na łóżku. Popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Nic ci nie zrobię! - zapewnił. Opuściłam dłoń ze szczotką.
- Naprawdę ci się podoba ta piosenka? - zapytałam. Kiwnął głową.
- Masz talent... Trzeba by cię umówić na jakiś casting - rozmyślał na głos.
- Byłoby świetnie, ale jest mały problem - przerwałam jego rozmyślania. Spojrzał na mnie, zdziwiony.
- Tak? A jaki? - dopytywał się.
- Powiem ci, ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać - powiedziałam. Harry położył dłoń na sercu a drugą uniósł do góry, jak do przysięgi.
- Obiecuję się nie śmiać - oznajmił. Pacnęłam go w ramię szczotką. Wyszczerzył się.
- Mam stracha występować przed ludźmi - wyznałam.
- To normalne. Nie bój się, coś poradzimy - zapewnił, klepnął mnie w ramię i wyszedł, zamykając drzwi. Patrzyłam jeszcze chwilę za nim, po czym opadłam na poduszki. Momentalnie zasnęłam.
|Następny dzień, ranek|
Obudziły mnie promienie słońca, padające na moją twarz.
- Julaaaa, wstawaj! - powiedział ktoś. Obróciłam się na drugi bok i machnęłam ręką, jakbym odpędzała muchę.
- Jeszcze pięć minut, tato... - mruknęłam, nie do końca obudzony. Przez chwilę słyszałam ciszę a potem ktoś wybuchnął śmiechem. Zerwałam się do pozycji siedzącej. Przy zasłonach stał Niall i się śmiał.
- Co jest? Pali się? - spytałam, patrząc na niego nieprzytomnie.
- Z czego się śmiejesz? - zadałam kolejne pytanie, już bardziej przytomnie. Blondyn tylko pokręcił głową i upadł na podłogę, nadal się śmiejąc. Zsunęłam nogi z łóżka i chwyciłam poduszkę. Chłopak, widząc to poderwał się z podłogi i pobiegł do drzwi. Rzuciłam poduszką, ale trafiłam Harry'ego, który akurat wsunął głowę do pokoju. Zapiszczałam i zakryłam usta rękami.
- Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - powtarzałam. Harry zerknął na Nialla i na mnie.
- Jego chciałaś trafić? - zapytał. Odsunęłam ręce od twarzy i uśmiechnęłam się lekko.
- Tak. Nie chciałam trafić w ciebie! - zapewniłam. Brunet, ku mojemu zdumieniu, uśmiechnął się.
- Jeśli tak, to wybaczam ci - powiedział i wyszedł do pokoju. Blondyn spojrzał na mnie.
- Chciałaś mnie trafić? - mruknął i zbliżył się do łóżka. Nie ruszałam się z miejsca.
- Teraz ja ci coś zrobię! - oznajmił głośno i rzucił się na mnie, zaczynając mnie łaskotać. Zaczęłam piszczeć i śmiać się. Po dziesięciu minutach takiego ataku, udało mi się z siebie Nialla. Wyskoczyłam z łóżka i zbiegłam na dół a blondyn za mną. Na dole już siedzieli wszyscy.
- HARRY! POMOCY! - wrzasnęłam, chowając się za plecami Loczka. Ten spojrzał na mnie, zdumiony a potem na Nialla.
- Daj ją Harry. Nie zdołasz jej pomóc! - powiedział blondyn, poważnym głosem. Hazza przybrał taki sam ton.
- Nigdy! Nie zdołasz jej tknąć! - krzyknął. Pokręciłam powoli głową i strzeliłam facepalm'a.
- Wariaci... - mruknęłam, po czym czmychnęłam do kuchni i zamknęłam za sobą drzwi. Ujrzałam tam dziwny widok. Na stole, mając głowę opartą na rękach, spał... Zayn.
Wracałam z Niallem z mojego i Kamili domu, razem z naszymi rzeczami. Gdy byliśmy już na miejscu, wyskoczyłam z samochodu i wzięłam jedną torbę a blondyn drugą. Weszłam do domu i od razu zobaczyłam, że Zayn lata po mieszkaniu, goniąc Liama. Czarnowłosy trzymał w ręce łyżkę. Zerknęłam na nich i na Nialla. Ten wzruszył ramionami.
- Ta, to typowe - odpowiedział. Położyłam torbę na ziemi i wyjęłam z niej lusterko, które schowałam za plecami.
- Zayn, mam coś dla ciebie! - oznajmiłam, wyciągając lustro zza pleców. Malik w jednej chwili znalazł się przy mnie i wyrwał mi przedmiot z dłoni.
- Dzięki, ru... Po prostu dzięki! - powiedział i szybko poleciał na górę, by odłożyć lustro. Liam zerknął na mnie.
- Dziękuję, madame. Uratowałaś mnie - oznajmił i skłonił się teatralnie. Uśmiechnęłam się.
- Ależ nie ma za co, sir! - odparłam i dygnęłam. Zaśmialiśmy się. Ziewnęłam i spojrzałam na zegarek. Była 23.
- Julka, chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - powiedział Niall. Wzięłam z torby moje rzeczy i poszłam za nim. na górę. Pokazał mi pokój i wyszedł. Przebrałam się w piżamkę i usiadłam na łóżku. Zdjęłam gumkę z włosów i wzięłam do ręki szczotkę. Zaczęłam rozczesywać włosy. Zawsze przy tym śpiewałam, ale oczywiście cicho.
Otwórz swoje oczy, do góry spójrz, czy już widzisz morze gwiazd?
Za każdym razem, gdy zobaczysz je, to wspomnij nas.
Tak nagle cię zabrakło, ucichł twój śpiew, już Cię nie ma pośród nas.
Lecz twój ciepły głos, w naszych sercach, brzmi cały czas.
Choć dotknąć Cię nie sposób, to jakoś tak, trudno odczuć nam te brak.
Jesteś jednym z nas, cząstką całości, znasz nasz mały świat.
Drzwi zamknięte, lecz klucz ma ktoś, kto miał w tym własny plan.
W tej chwili rozległo się pukanie. Podskoczyłam i zobaczyłam, że w drzwiach stoi Harry. Zrobiłam się czerwona na twarzy.
- Cześć. Fajna piosenka - powiedział i usiadł koło mnie na łóżku. Popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Nic ci nie zrobię! - zapewnił. Opuściłam dłoń ze szczotką.
- Naprawdę ci się podoba ta piosenka? - zapytałam. Kiwnął głową.
- Masz talent... Trzeba by cię umówić na jakiś casting - rozmyślał na głos.
- Byłoby świetnie, ale jest mały problem - przerwałam jego rozmyślania. Spojrzał na mnie, zdziwiony.
- Tak? A jaki? - dopytywał się.
- Powiem ci, ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać - powiedziałam. Harry położył dłoń na sercu a drugą uniósł do góry, jak do przysięgi.
- Obiecuję się nie śmiać - oznajmił. Pacnęłam go w ramię szczotką. Wyszczerzył się.
- Mam stracha występować przed ludźmi - wyznałam.
- To normalne. Nie bój się, coś poradzimy - zapewnił, klepnął mnie w ramię i wyszedł, zamykając drzwi. Patrzyłam jeszcze chwilę za nim, po czym opadłam na poduszki. Momentalnie zasnęłam.
|Następny dzień, ranek|
Obudziły mnie promienie słońca, padające na moją twarz.
- Julaaaa, wstawaj! - powiedział ktoś. Obróciłam się na drugi bok i machnęłam ręką, jakbym odpędzała muchę.
- Jeszcze pięć minut, tato... - mruknęłam, nie do końca obudzony. Przez chwilę słyszałam ciszę a potem ktoś wybuchnął śmiechem. Zerwałam się do pozycji siedzącej. Przy zasłonach stał Niall i się śmiał.
- Co jest? Pali się? - spytałam, patrząc na niego nieprzytomnie.
- Z czego się śmiejesz? - zadałam kolejne pytanie, już bardziej przytomnie. Blondyn tylko pokręcił głową i upadł na podłogę, nadal się śmiejąc. Zsunęłam nogi z łóżka i chwyciłam poduszkę. Chłopak, widząc to poderwał się z podłogi i pobiegł do drzwi. Rzuciłam poduszką, ale trafiłam Harry'ego, który akurat wsunął głowę do pokoju. Zapiszczałam i zakryłam usta rękami.
- Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - powtarzałam. Harry zerknął na Nialla i na mnie.
- Jego chciałaś trafić? - zapytał. Odsunęłam ręce od twarzy i uśmiechnęłam się lekko.
- Tak. Nie chciałam trafić w ciebie! - zapewniłam. Brunet, ku mojemu zdumieniu, uśmiechnął się.
- Jeśli tak, to wybaczam ci - powiedział i wyszedł do pokoju. Blondyn spojrzał na mnie.
- Chciałaś mnie trafić? - mruknął i zbliżył się do łóżka. Nie ruszałam się z miejsca.
- Teraz ja ci coś zrobię! - oznajmił głośno i rzucił się na mnie, zaczynając mnie łaskotać. Zaczęłam piszczeć i śmiać się. Po dziesięciu minutach takiego ataku, udało mi się z siebie Nialla. Wyskoczyłam z łóżka i zbiegłam na dół a blondyn za mną. Na dole już siedzieli wszyscy.
- HARRY! POMOCY! - wrzasnęłam, chowając się za plecami Loczka. Ten spojrzał na mnie, zdumiony a potem na Nialla.
- Daj ją Harry. Nie zdołasz jej pomóc! - powiedział blondyn, poważnym głosem. Hazza przybrał taki sam ton.
- Nigdy! Nie zdołasz jej tknąć! - krzyknął. Pokręciłam powoli głową i strzeliłam facepalm'a.
- Wariaci... - mruknęłam, po czym czmychnęłam do kuchni i zamknęłam za sobą drzwi. Ujrzałam tam dziwny widok. Na stole, mając głowę opartą na rękach, spał... Zayn.
piątek, 14 czerwca 2013
Rozdział 3
{Julka}
Schowałam kartkę z piosenką i zeszłam na dół, gdzie Kamila siedziała na kanapie i oglądała TV. Usiadłam obok niej i wyrwałam jej pilota.
- Ej! - oburzyła się moja przyjaciółka. Pokazałam jej język i przełączyłam na MTV. Oglądałam może z godzinkę, po czym sen mnie zmorzył.
{Kami}
Gdy spojrzałam na Julę, ta już spała. Uśmiechnęłam się pod nosem i przykryłam ją kocem. Wtedy mój telefon zaczął dzwonić, więc wstałam z kanapy tak, żeby nie obudzić przyjaciółki i przeszłam do kuchni. Dopiero wtedy odebrałam.
- Halo? - nie wiedziałam kto dzwoni, więc byłam ostrożna. W słuchawce odezwał się znajomy głos.
- Dzień dobry, proszę pani - powiedział głos po drugiej stronie. "Louis, ty idioto!" - pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos.
- Cześć Louis - powiedziałam krótko. Chłopak roześmiał się.
- Ej, chciałem cię nabrać! - znowu mu nie wyszło udawanie. Tym razem to ja się cicho roześmiałam.
- Nadal kiepsko udajesz! - sprostowałam - A czemu dzwonisz?
- Bo chciałem cię zaprosić do mnie - powiedział. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Poczekaj, ktoś przyszedł - powiedziałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Louisa z bukietem róż w dłoni. Uśmiechał się i trzymał komórkę przy uchu. Zmrużyłam oczy i rzuciłam w niego moim telefonem, po czym się uśmiechnęłam.
- Louis! Nie wolno ci tak robić! - oznajmiłam i odsunęłam się, by mógł wejść. Julka chyba się obudziła, bo na kanapie jej nie było. W ogóle, dziewczyna była nieśmiała, więc jak usłyszała że ktoś przyszedł, mogła czmychnąć. Po chwili jednak przyszła i popatrzyła łagodnie zdziwiona na Louisa.
- O, cześć Louis - przywitała się i poszła po coś na górę. Zaprosiłam chłopaka na kanapę. Jula też dołączyła do nas i usiadła koło mnie. Miała jakąś kartkę w dłoni i najwyraźniej ją czytała.
{Julia}
Patrzyłam na piosenkę, aż zorientowałam się, że Louis czyta mi przez ramię. Szybko zwinęłam kartkę w rulon i walnęłam nim chłopaka po głowie.
- Au! Za co? - spytał oburzony.
- Ups, przepraszam! Zapomniałam ci powiedzieć, żebyś Julce nie czytał przez ramię. Nienawidzi tego - wyjaśniła szybko Kami. Louis zmroził ją spojrzeniem ale potem się uśmiechnął.
- To co, Kamilk.... - zaczął mówić.
- Nie mów tego! Nie dokańczaj! - ostrzegłam szybko - Kami nie cierpi tego zdrobnienia!
- O, nie wiedziałem. Przepraszam. Więc, Kamila jedziemy do mnie? Julka, chodź pojedziesz z nami - zaproponował chłopak. Zgodziłyśmy się obie, więc jeszcze tylko szybko się ogarnęłyśmy i wyszłyśmy za Louisem. Wsiadłyśmy do jego samochodu i pojechaliśmy. Gdy byliśmy na miejscu (przed willą), wyskoczyłam z samochodu a Kami za mną. Weszłyśmy do środka.
- Hm.... Trochę to duże.... - oznajmiłam, gdy rozglądałam się. Moja przyjaciółka zachichotała. Louis wszedł za nami. Gdy tak stałyśmy, na dół zszedł blondyn, coś jedząc. Wyglądało to na marchewkę. Gdy zobaczył Louisa, zamarł na schodach.
- Eeem... C-Cześć Lou! - przywitał się. Spojrzałam na bruneta, który zmrużył oczy.
- Czy ty jesz MOJĄ marchewkę? - spytał, na pozór spokojnie. Blondyn szybko odrzucił marchew.
- Nieee, wydawało ci się! - zapewnił szybko. Potem zauważył nas.
- O! Goście! - zorientował się w sytuacji. Brunet przewrócił oczami.
- Niall, to są Julia - zaczął mówić i uśmiechnął się pod moim morderczym spojrzeniem - i Kamila. Dziewczyny, to jest Niall.
Przywitałyśmy się i chwilę potem musiałyśmy odskoczyć, by nie spadł na nas lokaty brunet. Podniósł się z ziemi i spojrzał na nas.
- Cześć, jestem Harry - powiedział zdyszany. Spojrzałam na Kamilę. Niall patrzył zdziwiony na Harry'ego. Wtedy, z góry rozległ się trzask rozbijanego lustra i przekleństwa.
- Zayn! Znowu rozbiłeś lusterko?! Nie kupujemy ci nowego! - rozległ się głos a potem na dół zbiegł niejaki Liam Payne a za nim ciemnowłosy chłopak, zapewne Zayn.
- Ale Liaaaam! Ja potrzebuję lusterkaaaaaa! - jęczał ciemnowłosy. Oboje poszli do kuchni, nie zauważając nas.
- Harry, weź na to spójrz - powiedział Louis. Miał w dłoniach jakąś kartkę. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam że to moja piosenka. Kamila też to zauważyła.
- Louis, już nie żyjesz.... - mruknęła pod nosem. Ja zrobiłam się czerwona na twarzy.
- LOUIS! - wydarłam się. Chłopak podskoczył, przestraszony. Kamila chwyciła mnie za ramiona i próbowała odciągnąć.
- Jakim prawem, wziąłeś moją piosenkę?! - wrzasnęłam i zaczęłam się mocniej wyrywać. Miałam ochotę teraz go zabić.
- Louis... Wiej... Ja jej długo... nie utrzymam! - wystękała Kami i w tej chwili udało mi się wyrwać. Podeszłam do bruneta, wyrwałam mu kartkę z dłoni i zanim zareagował, trzasnęłam go dłonią w policzek. Popatrzył na mnie, zaskoczony.
- Nigdy więcej, nie dotykaj moich rzeczy! - wycedziłam i stanęłam koło Kami. Niall popatrzył na mnie i na minę Louisa a potem zaczął się śmiać.
- Z czego rżysz, debilu? - zapytał się go nadąsany Lou. Blondyn zaczął się głośniej śmiać.
- Bo... twoja mina... jest bezcenna! - wykrztusił przez śmiech. Louis coś mruknął pod nosem i usiadł na kanapie. Harry, gdy nie uważałam, stanął obok mnie i zerknął na piosenkę.
- Ale to jest naprawdę dobre! - powiedział szybko Harry, widząc mój wzrok. Mruknęłam pod nosem coś niecenzuralnego i schowałam kartkę. Wtedy z kuchni wrócił Zayn. Wyglądał na zadowolonego.
- Udało mi się przekonać Liama do kolejnego lusterka! - pochwalił się. Potem zauważył nas.
- Cześć wam! Jam jest Zayn! - powiedział. Prychnęłam ze złością, gdyż byłam już wściekłą. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Coś taka nerwowa, rudzielcu? - zapytał. Kamila wytrzeszczyła na niego oczy a ja zamarłam na chwilę.
- Nie powinieneś był tego mówić... - oznajmiła cicho Kami i odsunęła się ode mnie na wszelki wypadek.
- Jak mnie właśnie nazwałeś? - spytałam, robiąc krok w stronę Zayn'a.
- No... Rudzielcem. Przecież masz rude włosy - wytłumaczył się, robiąc krok w tył.
- Nikt, ale to NIKT, nie ma prawa nazywać mnie "rudzielcem"! - oznajmiłam i wzięłam to co było pod ręką, czyli moją torebkę. Potem walnęłam nią parę razy ciemnowłosego i odłożyłam ją.
- Jesteście po prostu... - urwałam, nie wiedząc co powiedzieć.
- Bandą wariatów? - podsunął Niall. Kiwnęłam głową i spojrzałam na zegarek. Było dość późno.
- Kami, chodź, jeśli mamy jutro zwiedzać, to musimy już iść - powiedziałam. Kami zerknęła na mnie.
- Ale kto powiedział, że musicie iść? - zapytał Louis. Spojrzałam na niego, jakby oszalał.
- Halo, JA tak powiedziałam! - odpowiedziałam. Niall zrozumiał o co chodziło Louisowi.
- Możecie zostać u nas na noc - zaproponował. Przybrałam minę zamyślenia, chociaż pomysł mi się podobał.
- No nie wiem... Zostać na noc z bandą wariatów....? Hm.... Okej, czemu nie? - odparłam i uśmiechnęłam się. Niall chwycił kluczyki i otworzył drzwi.
- Jedziemy po rzeczy, zaraz wrócimy - wyjaśnił. Wsiadłam do jego auta, on również.
- Wiesz, myślę że to początek wspaniałej przyjażni...! - oznajmił.
- Raczej okropnej... - mruknęłam pod nosem. Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Schowałam kartkę z piosenką i zeszłam na dół, gdzie Kamila siedziała na kanapie i oglądała TV. Usiadłam obok niej i wyrwałam jej pilota.
- Ej! - oburzyła się moja przyjaciółka. Pokazałam jej język i przełączyłam na MTV. Oglądałam może z godzinkę, po czym sen mnie zmorzył.
{Kami}
Gdy spojrzałam na Julę, ta już spała. Uśmiechnęłam się pod nosem i przykryłam ją kocem. Wtedy mój telefon zaczął dzwonić, więc wstałam z kanapy tak, żeby nie obudzić przyjaciółki i przeszłam do kuchni. Dopiero wtedy odebrałam.
- Halo? - nie wiedziałam kto dzwoni, więc byłam ostrożna. W słuchawce odezwał się znajomy głos.
- Dzień dobry, proszę pani - powiedział głos po drugiej stronie. "Louis, ty idioto!" - pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos.
- Cześć Louis - powiedziałam krótko. Chłopak roześmiał się.
- Ej, chciałem cię nabrać! - znowu mu nie wyszło udawanie. Tym razem to ja się cicho roześmiałam.
- Nadal kiepsko udajesz! - sprostowałam - A czemu dzwonisz?
- Bo chciałem cię zaprosić do mnie - powiedział. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Poczekaj, ktoś przyszedł - powiedziałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Louisa z bukietem róż w dłoni. Uśmiechał się i trzymał komórkę przy uchu. Zmrużyłam oczy i rzuciłam w niego moim telefonem, po czym się uśmiechnęłam.
- Louis! Nie wolno ci tak robić! - oznajmiłam i odsunęłam się, by mógł wejść. Julka chyba się obudziła, bo na kanapie jej nie było. W ogóle, dziewczyna była nieśmiała, więc jak usłyszała że ktoś przyszedł, mogła czmychnąć. Po chwili jednak przyszła i popatrzyła łagodnie zdziwiona na Louisa.
- O, cześć Louis - przywitała się i poszła po coś na górę. Zaprosiłam chłopaka na kanapę. Jula też dołączyła do nas i usiadła koło mnie. Miała jakąś kartkę w dłoni i najwyraźniej ją czytała.
{Julia}
Patrzyłam na piosenkę, aż zorientowałam się, że Louis czyta mi przez ramię. Szybko zwinęłam kartkę w rulon i walnęłam nim chłopaka po głowie.
- Au! Za co? - spytał oburzony.
- Ups, przepraszam! Zapomniałam ci powiedzieć, żebyś Julce nie czytał przez ramię. Nienawidzi tego - wyjaśniła szybko Kami. Louis zmroził ją spojrzeniem ale potem się uśmiechnął.
- To co, Kamilk.... - zaczął mówić.
- Nie mów tego! Nie dokańczaj! - ostrzegłam szybko - Kami nie cierpi tego zdrobnienia!
- O, nie wiedziałem. Przepraszam. Więc, Kamila jedziemy do mnie? Julka, chodź pojedziesz z nami - zaproponował chłopak. Zgodziłyśmy się obie, więc jeszcze tylko szybko się ogarnęłyśmy i wyszłyśmy za Louisem. Wsiadłyśmy do jego samochodu i pojechaliśmy. Gdy byliśmy na miejscu (przed willą), wyskoczyłam z samochodu a Kami za mną. Weszłyśmy do środka.
- Hm.... Trochę to duże.... - oznajmiłam, gdy rozglądałam się. Moja przyjaciółka zachichotała. Louis wszedł za nami. Gdy tak stałyśmy, na dół zszedł blondyn, coś jedząc. Wyglądało to na marchewkę. Gdy zobaczył Louisa, zamarł na schodach.
- Eeem... C-Cześć Lou! - przywitał się. Spojrzałam na bruneta, który zmrużył oczy.
- Czy ty jesz MOJĄ marchewkę? - spytał, na pozór spokojnie. Blondyn szybko odrzucił marchew.
- Nieee, wydawało ci się! - zapewnił szybko. Potem zauważył nas.
- O! Goście! - zorientował się w sytuacji. Brunet przewrócił oczami.
- Niall, to są Julia - zaczął mówić i uśmiechnął się pod moim morderczym spojrzeniem - i Kamila. Dziewczyny, to jest Niall.
Przywitałyśmy się i chwilę potem musiałyśmy odskoczyć, by nie spadł na nas lokaty brunet. Podniósł się z ziemi i spojrzał na nas.
- Cześć, jestem Harry - powiedział zdyszany. Spojrzałam na Kamilę. Niall patrzył zdziwiony na Harry'ego. Wtedy, z góry rozległ się trzask rozbijanego lustra i przekleństwa.
- Zayn! Znowu rozbiłeś lusterko?! Nie kupujemy ci nowego! - rozległ się głos a potem na dół zbiegł niejaki Liam Payne a za nim ciemnowłosy chłopak, zapewne Zayn.
- Ale Liaaaam! Ja potrzebuję lusterkaaaaaa! - jęczał ciemnowłosy. Oboje poszli do kuchni, nie zauważając nas.
- Harry, weź na to spójrz - powiedział Louis. Miał w dłoniach jakąś kartkę. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam że to moja piosenka. Kamila też to zauważyła.
- Louis, już nie żyjesz.... - mruknęła pod nosem. Ja zrobiłam się czerwona na twarzy.
- LOUIS! - wydarłam się. Chłopak podskoczył, przestraszony. Kamila chwyciła mnie za ramiona i próbowała odciągnąć.
- Jakim prawem, wziąłeś moją piosenkę?! - wrzasnęłam i zaczęłam się mocniej wyrywać. Miałam ochotę teraz go zabić.
- Louis... Wiej... Ja jej długo... nie utrzymam! - wystękała Kami i w tej chwili udało mi się wyrwać. Podeszłam do bruneta, wyrwałam mu kartkę z dłoni i zanim zareagował, trzasnęłam go dłonią w policzek. Popatrzył na mnie, zaskoczony.
- Nigdy więcej, nie dotykaj moich rzeczy! - wycedziłam i stanęłam koło Kami. Niall popatrzył na mnie i na minę Louisa a potem zaczął się śmiać.
- Z czego rżysz, debilu? - zapytał się go nadąsany Lou. Blondyn zaczął się głośniej śmiać.
- Bo... twoja mina... jest bezcenna! - wykrztusił przez śmiech. Louis coś mruknął pod nosem i usiadł na kanapie. Harry, gdy nie uważałam, stanął obok mnie i zerknął na piosenkę.
- Ale to jest naprawdę dobre! - powiedział szybko Harry, widząc mój wzrok. Mruknęłam pod nosem coś niecenzuralnego i schowałam kartkę. Wtedy z kuchni wrócił Zayn. Wyglądał na zadowolonego.
- Udało mi się przekonać Liama do kolejnego lusterka! - pochwalił się. Potem zauważył nas.
- Cześć wam! Jam jest Zayn! - powiedział. Prychnęłam ze złością, gdyż byłam już wściekłą. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Coś taka nerwowa, rudzielcu? - zapytał. Kamila wytrzeszczyła na niego oczy a ja zamarłam na chwilę.
- Nie powinieneś był tego mówić... - oznajmiła cicho Kami i odsunęła się ode mnie na wszelki wypadek.
- Jak mnie właśnie nazwałeś? - spytałam, robiąc krok w stronę Zayn'a.
- No... Rudzielcem. Przecież masz rude włosy - wytłumaczył się, robiąc krok w tył.
- Nikt, ale to NIKT, nie ma prawa nazywać mnie "rudzielcem"! - oznajmiłam i wzięłam to co było pod ręką, czyli moją torebkę. Potem walnęłam nią parę razy ciemnowłosego i odłożyłam ją.
- Jesteście po prostu... - urwałam, nie wiedząc co powiedzieć.
- Bandą wariatów? - podsunął Niall. Kiwnęłam głową i spojrzałam na zegarek. Było dość późno.
- Kami, chodź, jeśli mamy jutro zwiedzać, to musimy już iść - powiedziałam. Kami zerknęła na mnie.
- Ale kto powiedział, że musicie iść? - zapytał Louis. Spojrzałam na niego, jakby oszalał.
- Halo, JA tak powiedziałam! - odpowiedziałam. Niall zrozumiał o co chodziło Louisowi.
- Możecie zostać u nas na noc - zaproponował. Przybrałam minę zamyślenia, chociaż pomysł mi się podobał.
- No nie wiem... Zostać na noc z bandą wariatów....? Hm.... Okej, czemu nie? - odparłam i uśmiechnęłam się. Niall chwycił kluczyki i otworzył drzwi.
- Jedziemy po rzeczy, zaraz wrócimy - wyjaśnił. Wsiadłam do jego auta, on również.
- Wiesz, myślę że to początek wspaniałej przyjażni...! - oznajmił.
- Raczej okropnej... - mruknęłam pod nosem. Oboje zaczęliśmy się śmiać.
wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 2
{Julka}
Poczułam, że ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że to Kamila. Najwidoczniej coś mówiła, ale miałam słuchawki w uszach. Czym prędzej je wyjęłam.
- Słucham? - zapytałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie z irytacją i westchnęła.
- Mówiłam, że zaraz lądujemy, więc lepiej się zbieraj! - powtórzyła. Schowałam słuchawki, telefon włożyłam telefon do kieszeni i założyłam bluzę. Po kwadransie wylądowaliśmy. Wyszłam z samolotu razem z Kami. Minęło jeszcze jakieś pół godziny, nim stanęłyśmy przed naszym domem (a raczej willą), który kupili nam rodzice.Weszłyśmy do środka i rozpakowałyśmy się.
- Jula, idziemy na spacer? - zapytała mnie Kamila, krzycząc do mnie ze swojego pokoju.
- Tak! - odkrzyknęłam. Po paru minutach wyszłyśmy z domu. Po jakimś kwadransie przyszedł mi do głowy pomysł.
- Kami, idziemy do Starbucks'a? - spytałam. Moja przyjaciółka skrzywiła się delikatnie.
- Nie, nie lubię tamtej kawy - odparła. Wzruszyłam ramionami i poszłam sama.
{Kami}
Usiadłam sobie na fontannie, czekając na Julkę. Nudziło mi się, lecz przypomniałam sobie, że w torbie mam pędzel i przybory malarskie. Prędko je wyjęłam. Myślałam przez chwilę i zaczęłam malować na zewnętrznej stroni dłoni motyla. Nagle, ktoś do mnie podszedł, więc podniosłam wzrok. Był to brunet, ubrany w koszulę w paski i czerwone spodnie. Uśmiechnął się i usiadł koło mnie.
- Ładne. Sama namalowałaś? - spytał, wskazując na motyla.
- Tak. A czemu pytasz? - tym razem to ja zadałam pytanie. Chłopak patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- A tak sobie. Louis jestem - przedstawił się. Spojrzałam mu w oczy. Malowała się tam ciekawość i radość.
- Kamila. Chcesz, to mogę ci coś namalować na ręce - zaproponowała i uśmiechnęłam się.
- Pewnie! - odpowiedział z entuzjazmem. Wyczyściłam pędzel.
- Okej. To co byś chciał? - spytałam, przygotowując farby.
- Hm........ Wiem! Marchewkę, ale taką ładną, ozdobioną! - powiedział. Roześmiałam się cicho i zaczęłam malować.
{Julka}
Wracałam ze Starbucks'a. Popatrzyłam na fontannę a tam Kami siedzi i maluje komuś coś na dłoni. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to że tym kimś był.... Louis Tomlinson. Był to dla mnie lekki szok, prawdę mówiąc. Podeszłam do nich szybko.
- Julio, co tak długo? - spytała mnie Kamila, przybierając ton dorosłego. Zmrużyłam oczy.
- Nie nazywaj mnie Julią! Nie cierpię tego! - powiedziałam i pacnęłam ją po głowie. Moja przyjaciółka udawała oburzoną, ale w końcu podniosła się a za nią Louis. Popatrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Hej. Louis jestem - przedstawił się. Chciałam powiedzieć "Wiem", ale ugryzłam się w język.
- Miło mi. Julka - odpowiedziałam a potem zerknęłam na Kamcię.
- Mogę z nią zamienić słówko? - zapytałam. Louis kiwnął głową. Zabrałam Kami na bok.
- O co chodzi? - zapytałam. Znowu trzepnęłam ją po głowie.
- Ślepoto chodząca! Nie widzisz, że to Louis Tomlinson?! - spytałam. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i znowu zerknęła na Louisa.
- O kurde! Rzeczywiście! - zorientowała się. Strzeliłam facepalm'a. Wróciłyśmy z powrotem do chłopaka.
- Kamila, ja muszę już iść - powiedział szybko, rozglądając się. Zmarszczyłam brwi. "Dziwne...." - pomyślałam.
- Och.... Okej - odparła moja przyjaciółka. Brunet wręczył jej jeszcze jakąś karteczkę i zniknął nam z oczu. Wróciłyśmy do domu, ja od razu położyłam się na łóżku. Napadła mnie wena, więc wzięłam kartkę i zaczęłam pisać piosenkę.
Just be friends
I już więcej nic
Just be friends
Już czas pożegnać się
Just be friends
I już więcej nic
Just be friends
Just be friends
Just be friends
Wczorajszego dnia, gdy ranek spędził z moich oczu sen
Nad wszystkim pochyliłem się jak nad rozbitym szkłem
Choć tak musiało skończyć się, to dlaczego dziś tak krwawi serce me?
Czy spodziewałaś się, że przyjdzie dla nas taki dzień?
Podpowiedź serce mi dawało, chcąc przekazać, że
Najlepszy wybór to ten, który mi zabierze cię
A miłość ciągle duszy gra
I ciągle wracam do tych dni gdzie ty i ja
I nie wiem sam dlaczego wprost nie powiedziałem ci.
Nasz mały świat powoli rozsypuje się dokoła
Chcę z miejsca ruszyć się, ale nie tędy droga
Twój uśmiech bezbarwny, z radości obdarty
We śnie nawiedza mnie.
Nie słyszę nic już poza krzykami
Głośne, szorstkie, drżą w pustce tej wokół mnie
Bo nic już po nas nie zostało, rozumiem już że
Łańcuchy które nas łączyły dawno rozpadły się
Czy przeznaczenie nas połączyło
Po to tylko by w końcu rozdzielić nas?
"Wiesz, że tak bywa", wyszeptałem, "i w życiu tak jest."
Łzy po policzkach popłynęły, lecz oczy są suche twe.
i już więcej nic
Just be friends
już czas pożegnać się
Just be friends
i już więcej nic
Just be friends
Just be friends
Just be friends
Wczorajszy wieczór, taki cichy, uświadomił mi,
że gdy kwiat umarł, to mu życia nie przywróci nic
Nic mu nie wróci tego jaki on był
Nim umarł na mych dłoniach, gdy jeszcze żył
A jednak ten mój z tobą czas zatrzymał w miejscu się
Pamiętam dzień gdy po raz pierwszy spotkaliśmy się
I wciąż pamiętam uśmiech twój gdy pokochałem cię
Dzień dzisiejszy spycham poza plan, rozdrapując setki naszych wspólnych ran
I dzisiaj serca pełne cierni znów kaleczą nas
Każdego dnia który nas mija gdy wciąż jesteś przy mnie
to moje serce, niepokorne, niezmienne
mówi że kocha ciebie, chce byś miała jak w niebie
Lecz muszę powiedzieć ci
Że w głębi serca mego ulewa
fale, woda zatopić mą duszę chcą
Choć spodziewałem się cierpienia, czekałem na ból
To ruszyć z miejsca się nie mogę, stoję przed tobą tu
Czerwona nić, ten znak przeznaczenia,
Rwie się, pęka, nie chce już łączyć nas
Żegnaj więc moja ukochana, bo nadszedł już kres
Dziś każdy pójdzie swoją drogą, już nie odwracając się.
Gdyby jeden raz, chociaż jeden raz
Życzenie me mogło jedno spełnić się
Chciałbym móc się nieskończenie odradzać
By przeżywać ten dzień gdy spotkałem ciebie
Nie słyszę nic już poza krzykami
Głośne, szorstkie, drżą w pustce tej wokół mnie
Bo nic już po nas nie zostało, rozumiem już że
Łańcuchy które nas łączyły dawno rozpadły się
Czerwona nić, ten znak przeznaczenia,
Rwie się, pęka, nie chce już łączyć nas
Żegnaj więc moja ukochana, bo nadszedł już kres
Dziś każdy pójdzie swoją drogą, już nie odwracając się.
To koniec, żegnaj skarbie mój.
----------------------------------------------------------------------------------
I co, podoba się? Mam nadzieję że tak :P
Test piosenki pochodzi z "Just be Friends" i należy on do Alexistheangel. Nie jest on mój.
Poczułam, że ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że to Kamila. Najwidoczniej coś mówiła, ale miałam słuchawki w uszach. Czym prędzej je wyjęłam.
- Słucham? - zapytałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie z irytacją i westchnęła.
- Mówiłam, że zaraz lądujemy, więc lepiej się zbieraj! - powtórzyła. Schowałam słuchawki, telefon włożyłam telefon do kieszeni i założyłam bluzę. Po kwadransie wylądowaliśmy. Wyszłam z samolotu razem z Kami. Minęło jeszcze jakieś pół godziny, nim stanęłyśmy przed naszym domem (a raczej willą), który kupili nam rodzice.Weszłyśmy do środka i rozpakowałyśmy się.
- Jula, idziemy na spacer? - zapytała mnie Kamila, krzycząc do mnie ze swojego pokoju.
- Tak! - odkrzyknęłam. Po paru minutach wyszłyśmy z domu. Po jakimś kwadransie przyszedł mi do głowy pomysł.
- Kami, idziemy do Starbucks'a? - spytałam. Moja przyjaciółka skrzywiła się delikatnie.
- Nie, nie lubię tamtej kawy - odparła. Wzruszyłam ramionami i poszłam sama.
{Kami}
Usiadłam sobie na fontannie, czekając na Julkę. Nudziło mi się, lecz przypomniałam sobie, że w torbie mam pędzel i przybory malarskie. Prędko je wyjęłam. Myślałam przez chwilę i zaczęłam malować na zewnętrznej stroni dłoni motyla. Nagle, ktoś do mnie podszedł, więc podniosłam wzrok. Był to brunet, ubrany w koszulę w paski i czerwone spodnie. Uśmiechnął się i usiadł koło mnie.
- Ładne. Sama namalowałaś? - spytał, wskazując na motyla.
- Tak. A czemu pytasz? - tym razem to ja zadałam pytanie. Chłopak patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- A tak sobie. Louis jestem - przedstawił się. Spojrzałam mu w oczy. Malowała się tam ciekawość i radość.
- Kamila. Chcesz, to mogę ci coś namalować na ręce - zaproponowała i uśmiechnęłam się.
- Pewnie! - odpowiedział z entuzjazmem. Wyczyściłam pędzel.
- Okej. To co byś chciał? - spytałam, przygotowując farby.
- Hm........ Wiem! Marchewkę, ale taką ładną, ozdobioną! - powiedział. Roześmiałam się cicho i zaczęłam malować.
{Julka}
Wracałam ze Starbucks'a. Popatrzyłam na fontannę a tam Kami siedzi i maluje komuś coś na dłoni. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to że tym kimś był.... Louis Tomlinson. Był to dla mnie lekki szok, prawdę mówiąc. Podeszłam do nich szybko.
- Julio, co tak długo? - spytała mnie Kamila, przybierając ton dorosłego. Zmrużyłam oczy.
- Nie nazywaj mnie Julią! Nie cierpię tego! - powiedziałam i pacnęłam ją po głowie. Moja przyjaciółka udawała oburzoną, ale w końcu podniosła się a za nią Louis. Popatrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Hej. Louis jestem - przedstawił się. Chciałam powiedzieć "Wiem", ale ugryzłam się w język.
- Miło mi. Julka - odpowiedziałam a potem zerknęłam na Kamcię.
- Mogę z nią zamienić słówko? - zapytałam. Louis kiwnął głową. Zabrałam Kami na bok.
- O co chodzi? - zapytałam. Znowu trzepnęłam ją po głowie.
- Ślepoto chodząca! Nie widzisz, że to Louis Tomlinson?! - spytałam. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i znowu zerknęła na Louisa.
- O kurde! Rzeczywiście! - zorientowała się. Strzeliłam facepalm'a. Wróciłyśmy z powrotem do chłopaka.
- Kamila, ja muszę już iść - powiedział szybko, rozglądając się. Zmarszczyłam brwi. "Dziwne...." - pomyślałam.
- Och.... Okej - odparła moja przyjaciółka. Brunet wręczył jej jeszcze jakąś karteczkę i zniknął nam z oczu. Wróciłyśmy do domu, ja od razu położyłam się na łóżku. Napadła mnie wena, więc wzięłam kartkę i zaczęłam pisać piosenkę.
Just be friends
I już więcej nic
Just be friends
Już czas pożegnać się
Just be friends
I już więcej nic
Just be friends
Just be friends
Just be friends
Wczorajszego dnia, gdy ranek spędził z moich oczu sen
Nad wszystkim pochyliłem się jak nad rozbitym szkłem
Choć tak musiało skończyć się, to dlaczego dziś tak krwawi serce me?
Czy spodziewałaś się, że przyjdzie dla nas taki dzień?
Podpowiedź serce mi dawało, chcąc przekazać, że
Najlepszy wybór to ten, który mi zabierze cię
A miłość ciągle duszy gra
I ciągle wracam do tych dni gdzie ty i ja
I nie wiem sam dlaczego wprost nie powiedziałem ci.
Nasz mały świat powoli rozsypuje się dokoła
Chcę z miejsca ruszyć się, ale nie tędy droga
Twój uśmiech bezbarwny, z radości obdarty
We śnie nawiedza mnie.
Nie słyszę nic już poza krzykami
Głośne, szorstkie, drżą w pustce tej wokół mnie
Bo nic już po nas nie zostało, rozumiem już że
Łańcuchy które nas łączyły dawno rozpadły się
Czy przeznaczenie nas połączyło
Po to tylko by w końcu rozdzielić nas?
"Wiesz, że tak bywa", wyszeptałem, "i w życiu tak jest."
Łzy po policzkach popłynęły, lecz oczy są suche twe.
i już więcej nic
Just be friends
już czas pożegnać się
Just be friends
i już więcej nic
Just be friends
Just be friends
Just be friends
Wczorajszy wieczór, taki cichy, uświadomił mi,
że gdy kwiat umarł, to mu życia nie przywróci nic
Nic mu nie wróci tego jaki on był
Nim umarł na mych dłoniach, gdy jeszcze żył
A jednak ten mój z tobą czas zatrzymał w miejscu się
Pamiętam dzień gdy po raz pierwszy spotkaliśmy się
I wciąż pamiętam uśmiech twój gdy pokochałem cię
Dzień dzisiejszy spycham poza plan, rozdrapując setki naszych wspólnych ran
I dzisiaj serca pełne cierni znów kaleczą nas
Każdego dnia który nas mija gdy wciąż jesteś przy mnie
to moje serce, niepokorne, niezmienne
mówi że kocha ciebie, chce byś miała jak w niebie
Lecz muszę powiedzieć ci
Że w głębi serca mego ulewa
fale, woda zatopić mą duszę chcą
Choć spodziewałem się cierpienia, czekałem na ból
To ruszyć z miejsca się nie mogę, stoję przed tobą tu
Czerwona nić, ten znak przeznaczenia,
Rwie się, pęka, nie chce już łączyć nas
Żegnaj więc moja ukochana, bo nadszedł już kres
Dziś każdy pójdzie swoją drogą, już nie odwracając się.
Gdyby jeden raz, chociaż jeden raz
Życzenie me mogło jedno spełnić się
Chciałbym móc się nieskończenie odradzać
By przeżywać ten dzień gdy spotkałem ciebie
Nie słyszę nic już poza krzykami
Głośne, szorstkie, drżą w pustce tej wokół mnie
Bo nic już po nas nie zostało, rozumiem już że
Łańcuchy które nas łączyły dawno rozpadły się
Czerwona nić, ten znak przeznaczenia,
Rwie się, pęka, nie chce już łączyć nas
Żegnaj więc moja ukochana, bo nadszedł już kres
Dziś każdy pójdzie swoją drogą, już nie odwracając się.
To koniec, żegnaj skarbie mój.
----------------------------------------------------------------------------------
I co, podoba się? Mam nadzieję że tak :P
Test piosenki pochodzi z "Just be Friends" i należy on do Alexistheangel. Nie jest on mój.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Rozdział 1
{Julia}
Obudziłam się i zerknęłam na kalendarz. Uśmiech wykwitł na mojej twarzy a ja radośnie wyskoczyłam z łóżka. Ubrałam się w TO i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, podśpiewując pod nosem.
- Wszystkiego najlepszego, córeczko! - krzyknęli rodzice, którzy stali w kuchni. Rzuciłam się na szyję obojgu.
- Dzięki! - odkrzyknęłam, śmiejąc się. Puściłam rodziców i siadłam przy stole, gdzie prędko zjadłam śniadanie. Potem spakowałam książki na uczelnię i wybiegłam z domu, krzycząc pożegnanie do rodziców. Dzisiaj był ostatni dzień zajęć przed wakacjami i nie miałam najmniejszego zamiaru się spóźnić. Zatrzymałam się tylko przed drzwiami Kamili i zapukałam. Otworzyli mi jej rodzice.
- Dzień dobry! Jest Kamila? - zapytałam.
- Tak, już ją wołamy - odpowiedział jej tata. Jej matka została i rozmawiała ze mną.
- KAMILA! JULIA PRZYSZŁA! - rozległ się krzyk ze środka. Po chwili do drzwi dopadła zdyszana Kamila.
- Cześć. Pa mamo! - powiedziała i wyszła na zewnątrz. Pognałyśmy do szkoły. Wpadłyśmy do klasy parę minut przed lekcją. Usiadłyśmy na miejscach i zaczęła się lekcja. Dłużyła mi się ogromnie. Na szczęście po paru godzinach było po wszystkim. Wyszłyśmy z uczelni i udałyśmy się do domów. Weszłam do środka i zobaczyłam że rodzice siedzą na kanapie. Gdy mnie zobaczyli, podnieśli się i stanęli naprzeciwko mnie.
- Julka, mamy dla ciebie prezent urodzinowy - oznajmił tata. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem, rosła we mnie ekscytacja.
- Pamiętasz jak nas męczyłaś o ten wyjazd do Londynu? - spytała mama. Ekscytacja wzrosła. Kiwnęłam głową.
- W takim razie.... Jutro jedziesz do Londynu! - powiedział tata. Przez chwilę gapiłam się na nich z niedowierzaniem a potem wrzasnęłam i rzuciłam się obojgu na szyję (znowu). Zaczęłam płakać z radości.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - powtarzałam. Znowu przytuliłam rodziców.
- To nie koniec niespodzianki. Rozmawialiśmy z rodzicami Kamili i oni też się zgodzili.... By Kamila jechała z tobą! - dopowiedziała mama. Po raz trzeci tego dnia rzuciłam się rodzicom na szyję. Potem poleciałam do pokoju i wyciągnęłam telefon. Zadzwoniłam szybko do przyjaciółki.
- Zgadnij co się stało! - wrzasnęłam do telefonu. Usłyszałam cichy śmiech.
- Coś ważnego? Mam się bać? - spytała. Tym razem to ja się roześmiałam.
- Nie! Raczej cieszyć! Dziewczyno my.... - przerwałam i czekałam na jej reakcję.
- No, dawaj! Nie trzymaj w niepewności! - zaprotestowała z niecierpliwością.
- JEDZIEMY DO LONDYNU! OBIE! - wrzasnęłam na tyle głośno na ile było mnie stać. Przez chwilę słyszałam ciszę po drugiej stronie a potem rozległ się wrzask radości. Zaczęłyśmy gadać jak najęte, aż przyszli moi rodzice i zasugerowali, że warto byłoby się położyć, jeśli jutro mamy lecieć. Pożegnałam się z Kamilą i rozłączyłam. Potem, szybko się spakowałam i przebrałam w piżamę. Wlazłam do łóżka i szybko zasnęłam.
[Rano]
Gdy się obudziłam, szybko wstałam i ogarnęłam się. Byłam ubrana w TO. Chwyciłam walizkę, ogarnęłam jeszcze wzrokiem mój pokój i zeszłam na dół. Zjadłam (a raczej wrzuciłam w siebie) śniadanie. Wyszłam razem z rodzicami przed dom i zobaczyłam że Kamila do nas idzie a z nią jej rodzice. Wsiadłyśmy do samochodu rodziców i pojechaliśmy na lotnisko. Pożegnałam się z rodzicami (Kamila zrobiła to wcześniej) i wysiadłam. Za mną przyjaciółka. Przeszłyśmy przez salę odpraw i wsiadłyśmy do samolotu. Gdy wystartował, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę (Make it Shine - Victoria Justice). Niedługo zasnęłam.
Obudziłam się i zerknęłam na kalendarz. Uśmiech wykwitł na mojej twarzy a ja radośnie wyskoczyłam z łóżka. Ubrałam się w TO i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, podśpiewując pod nosem.
- Wszystkiego najlepszego, córeczko! - krzyknęli rodzice, którzy stali w kuchni. Rzuciłam się na szyję obojgu.
- Dzięki! - odkrzyknęłam, śmiejąc się. Puściłam rodziców i siadłam przy stole, gdzie prędko zjadłam śniadanie. Potem spakowałam książki na uczelnię i wybiegłam z domu, krzycząc pożegnanie do rodziców. Dzisiaj był ostatni dzień zajęć przed wakacjami i nie miałam najmniejszego zamiaru się spóźnić. Zatrzymałam się tylko przed drzwiami Kamili i zapukałam. Otworzyli mi jej rodzice.
- Dzień dobry! Jest Kamila? - zapytałam.
- Tak, już ją wołamy - odpowiedział jej tata. Jej matka została i rozmawiała ze mną.
- KAMILA! JULIA PRZYSZŁA! - rozległ się krzyk ze środka. Po chwili do drzwi dopadła zdyszana Kamila.
- Cześć. Pa mamo! - powiedziała i wyszła na zewnątrz. Pognałyśmy do szkoły. Wpadłyśmy do klasy parę minut przed lekcją. Usiadłyśmy na miejscach i zaczęła się lekcja. Dłużyła mi się ogromnie. Na szczęście po paru godzinach było po wszystkim. Wyszłyśmy z uczelni i udałyśmy się do domów. Weszłam do środka i zobaczyłam że rodzice siedzą na kanapie. Gdy mnie zobaczyli, podnieśli się i stanęli naprzeciwko mnie.
- Julka, mamy dla ciebie prezent urodzinowy - oznajmił tata. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem, rosła we mnie ekscytacja.
- Pamiętasz jak nas męczyłaś o ten wyjazd do Londynu? - spytała mama. Ekscytacja wzrosła. Kiwnęłam głową.
- W takim razie.... Jutro jedziesz do Londynu! - powiedział tata. Przez chwilę gapiłam się na nich z niedowierzaniem a potem wrzasnęłam i rzuciłam się obojgu na szyję (znowu). Zaczęłam płakać z radości.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - powtarzałam. Znowu przytuliłam rodziców.
- To nie koniec niespodzianki. Rozmawialiśmy z rodzicami Kamili i oni też się zgodzili.... By Kamila jechała z tobą! - dopowiedziała mama. Po raz trzeci tego dnia rzuciłam się rodzicom na szyję. Potem poleciałam do pokoju i wyciągnęłam telefon. Zadzwoniłam szybko do przyjaciółki.
- Zgadnij co się stało! - wrzasnęłam do telefonu. Usłyszałam cichy śmiech.
- Coś ważnego? Mam się bać? - spytała. Tym razem to ja się roześmiałam.
- Nie! Raczej cieszyć! Dziewczyno my.... - przerwałam i czekałam na jej reakcję.
- No, dawaj! Nie trzymaj w niepewności! - zaprotestowała z niecierpliwością.
- JEDZIEMY DO LONDYNU! OBIE! - wrzasnęłam na tyle głośno na ile było mnie stać. Przez chwilę słyszałam ciszę po drugiej stronie a potem rozległ się wrzask radości. Zaczęłyśmy gadać jak najęte, aż przyszli moi rodzice i zasugerowali, że warto byłoby się położyć, jeśli jutro mamy lecieć. Pożegnałam się z Kamilą i rozłączyłam. Potem, szybko się spakowałam i przebrałam w piżamę. Wlazłam do łóżka i szybko zasnęłam.
[Rano]
Gdy się obudziłam, szybko wstałam i ogarnęłam się. Byłam ubrana w TO. Chwyciłam walizkę, ogarnęłam jeszcze wzrokiem mój pokój i zeszłam na dół. Zjadłam (a raczej wrzuciłam w siebie) śniadanie. Wyszłam razem z rodzicami przed dom i zobaczyłam że Kamila do nas idzie a z nią jej rodzice. Wsiadłyśmy do samochodu rodziców i pojechaliśmy na lotnisko. Pożegnałam się z rodzicami (Kamila zrobiła to wcześniej) i wysiadłam. Za mną przyjaciółka. Przeszłyśmy przez salę odpraw i wsiadłyśmy do samolotu. Gdy wystartował, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę (Make it Shine - Victoria Justice). Niedługo zasnęłam.
Bohaterowie
Zamieszczam bohaterów :P
Julia Harrison - W połowie brytyjska a w połowie polska dziewczyna. Julia ma 18 lat i jej marzeniem było zrobić karierę w Londynie. Jej pasją jest muzyka, świetnie śpiewa i tańczy. Jej najlepszą przyjaciółką jest Kamila Patykiewicz, która także ma talent, ale w malowaniu i rysowaniu.
Kamila Patykiewicz - W całości Polka, w przeciwieństwie do Julii, jej najlepszej przyjaciółki. Kamila ma 19 lat i miała takie same marzenie jak Julka. Uwielbia malować i rysować, i jest w tym dobra. Lubi śpiewać, ale to nie jest jej mocną stroną.
One Direction - chyba nie muszę rozpisywać się na ich temat ;)
Wstęp
Jak, pewnie zobaczyliście blog True Love został usunięty. Nie powiem dlaczego, ale nie martwcie się! (Don't worry, be happy!). Zacznę pisać inne opowiadanie :P Jak znam życie to się spodoba, ale nic nie wiadomo.
Enjoy!
Enjoy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)