środa, 6 listopada 2013

Rozdział 13

Przepraszam! Przepraszam! Nic tak długo nie dodałam bo szkoła skutecznie powstrzymuje moje chęci i pomysły do pisania!
Przepraszam i
ENJOY!
~Uwaga! Nie biorę odpowiedzialności za waszą zrytą psychę. Jeśli ktoś woli mieć mózg w całości, proszę uprzejmie o opuszczenie tego rozdziału. Ale i tak wiem, że zostaniecie, hyhy~
---------------*------------*-------------*
{P. Julki}
- Martwię się o nich - powiedziałam, siedząc na kanapie, obok Nialla.
- Wiem, ja też. Można tylko mieć nadzieję że jakoś to będzie - odparł blondyn, uśmiechając się lekko. Odwazajemniłam gest i chwilę po tym, rozległ się trzask otwieranych drzwi. Od razu zerwałam się z kanapy i pobiegłam do przedpokoju.
- HARRY EDWARD STYLES! Gdzieś ty, do jasnej cholery był?! - wrzasnęłam, zaciskając ręce w pięści a zdezorientowany, zaskoczony i zarumieniony.... Chwila moment. ZARUMIENIONY?!
- Ja... - zaczął brunet, krążąc nerwowo wzrokiem po pomieszczeniu.
- Był w parku - dokończył za niego Lou, uśmiechając się. Jak to mówił, ścisnął uspokajająco dłoń zielonookiego.
- Mogłeś przynajmniej coś powiedzieć! - powiedziałam, krzyżując ręce na piersiach.
- Przepraszam. Zrobiłem to spontanicznie i nie pomyślałem, żeby cię poinformować - wyjaśnił Hazza i przytulił mnie. Kątem oka zauważyłam, że Lou nie jest zbyt szczęśliwy z tego powodu. Następnie Loczek udał się do salonu, ciągnąc za sobą Tomlinsona. Zaśmiałam się pod nosem i również tam poszłam.
{P. Kamili}
Do salonu weszli Harry i Louis. Co dziwniejsze, mieli lekko splątane palce, jakby trzymali się wcześniej za dłonie.
- Urocze - skomentowałam głośno, uśmiechając się. Za Larry'm weszła Jula, także mająca banan na twarzy.
- Chłopaki, gdzieście wy byli? - zapytał Niall, opierając dłonie na biodrach. Na to, Lou objął Harry'ego w pasie a brunet się zarumienił, ale nie wyrywał.
- W parku. A co? - zapytał ostrzegawczo szatyn, mocniej przytulając do siebie Hazzę.
- Yyy.... Nic. Martwiliśmy się o was i tyle - zapewnił Żarłok, unosząc ręce w obronnym geście.
- Nie kłóćcie się chłopaki - poprosił Styles, patrząc na Tommo tymi maślanymi patrzałkami i co dziwniejsze, Louis od razu zamilkł z wyrazem szczęścia na buźce.
- Oooo.... Co ja widzę - powiedział Justin, wychodząc z kuchni. Zauważyłam, że Lou od razu cały się spiął, jakby coś mu groziło. Po chwili, Hazza ziewnął i oswobodziwszy się delikatnie z ramion szatyna, poleciał do swojej sypialni.
{3 godziny później, Narrator}
W salonie został już tylko Louis i Justin. Ten pierwszy był wyraźnie wyprowadzony z równowagi, zaś drugi odprężony.
- Dobra, mam dość!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz