wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 16

{P. Harry'ego}
Nadal miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że ktoś mnie gładzi po policzku. Uchyliłem powieki i zaraz przysunąłem rękę do ust. Zerwałem się z kanapy, biegnąc do łazienki. Chwilę potem, klęczałem nad muszlą klozetową, intensywnie opróżniając swój przewód pokarmowy.
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską Lou, stając w progu łazienki i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Tak. Nie patrz - powiedziałem lekko ochrypłym głosem, wstając i obmywając usta. Szatyn tylko prychnął, podszedł do mnie i objął w pasie a nos wtulił w moją szyję.
- Harry, jak chcesz, to mogę zadzwonić po lekarza - szepnął Pasiasty, owiewając mój kark ciepłym powietrzem. Zadrżałem i pokręciłem głową, oswobodzając się delikatnie z objęć niebieskookiego.
- Muszę się tylko przewietrzyć, nic więcej - odparłem uspokajającym tonem i udałem się na balkon. Wkrótce poczułem się lepiej, gdy zimny wiatr mnie orzeżwił.
- Wiesz, nie powinieneś sam wychodzić w noc - rozległ się głos a ja przestraszony drgnąłem, jednocześnie cofając się do wejścia do salonu.
- Mogłaby ci się stać krzywda, Harry... - po tym, szybko wbiegłem do środka, zamykając drzwi na klucz. Nie zwracając uwagi na krzyki przyjaciół, szybko udałem się do mojego pokoju. Na moje nieszczęście, był tam Tommo, wyglądający przez okno. Nie mówiąc ani słowa, podszedłem do niego i przytuliłem się do jego pleców.
- Louis... Zostaniesz dziś ze mną na noc?

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 15

{P. Louis'a}
Gdy schodziłem po schodach, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Usiadłem na schodach, gdy do salonu wszedł Justin. Od razu się cały spiąłem i zacisnąłem dłonie w pięści.
- Co ty tu robisz? - warknąłem, wstając i mrużąc patrzałki. Brunet tylko uśmiechnął się kpiąco, widząc moje zdenerwowanie.
- Przyszedłem odwiedzić Harry'ego. W końcu, to także mój przyjaciel - oznajmił spokojnie brązowooki, pochodząc do schodów, jednak ja zagrodziłem mu drogę.
- Nie. Nie pójdziesz do niego - powiedziałem, krzyżując ręce na piersi.
- A co, zabronisz mi? - zapytał piosenkarz a w jego głosie słychać było wyzwanie. Kątem oka zauważyłem, że jesteśmy sami w pokoju.
- Zabronię. To przez ciebie Harry myśli, że był jedynie zabawką. To twoja wina, że on nie chce się już do mnie odzywać - odparłem, patrząc w brązowe oczy chłopaka.
- Ale on i tak ci nie uwierzy. I masz rację, to moja wina. Owszem, kłamałem, ale nie podoba mi się, jak go traktujesz - oznajmił brunet, uśmiechając się bezczelnie.
- Ty tym bardziej nie masz prawa decydować kto mnie jak traktuje - rozległ się wściekły głos z góry schodów. Bieber cofnął się a ja obróciłem się szybko. Był to nie kto inny, jak Hazza ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej. Loczek powoli zszedł do nas, patrząc ze wściekłością w oczach na brązowookiego.
- Harry, ja... - zaczął Justin, uśmiechając się nerwowo.
- Wynoś się - warknął Styles, wskazując ręką na drzwi - I nie wracaj.
Brunet jeszcze przez chwilę się wahał a potem mruknął coś nieartykułowanego pod nosem i wyszedł, trzaskając drzwiami. Harry przez chwilę patrzył za nim a potem odwrócił się w moją stronę.
- Wybaczysz mi? - zapytał a w jego oczach zalśniły łzy.
- Za co? - odparłem, wyciągając dłoń i ocierając patrzałki Loczka. Ten zaś wtulił policzek w moją dłoń.
- Że byłem takim głupcem - szepnął Hazza na co ja tylko przytuliłem go i pogładziłem po włosach. Chłopak pachniał czekoladą. Teraz już wiem, że ten zapach będzie kojarzył mi się tylko z nim.
- Urocze, nie ma co - rozległ się komentarz z okolic kuchni a my natychmiastowo się tam odwróciliśmy. W progu stała Jula razem z Niallerem.
- Ładnie to tak podsłuchiwać? - zapytał Harry, śmiejąc się i łapiąc mnie delikatnie za dłoń. Jednakże w oczach Julki kryło się ostrzeżenie, skierowane wyłącznie do mnie. Prawie niezauważalnie kiwnąłem głową, przyjmując je do wiadomości.
{P. Julki}
Dobrze, że zrozumiał. Chciałam mu przekazać, że jak skrzywdzi jeszcze raz Harry'ego, to będzie miał ze mną na pieńku. Wszyscy udaliśmy się do salonu a Harry oczywiście wylądował na kolanach Louis'a. Wkrótce jednak, miał twarz schowaną w jego torsie, bo pewien idiota (czyt. Niall) postanowił włączyć horror. Po paru minutach, Lou chwycił pilot i wyłączył telewizor. Hazza odetchnął z ulgą, ale nie odklejał się od Pasiastego.
- To nawet nie było straszne - mruknął niezadowolony blondyn - Potem było gorzej, jak ten potwór rozpruł to...
I tu Niall urwał, gdyż dostał poduszką od Tommo. Zerknęłam na Harry'ego i pomyślałam, że Lou dobrze zrobił - chłopak był blady i miał zaciśnięte powieki.

Rozdział 14

{P. Harry'ego}
Obudziłem się, bo usłyszałem z salonu jakieś krzyki. Postanowiłem to sprawdzić, więc wstałem z łóżka i  po cichu zszedłem po schodach. Zatrzymałem się jednak w połowie drogi, gdy usłyszałem głos Louis'a i Justin'a.
- Zrozumiałeś?! Nie zbliżaj się do Harry'ego - krzyknął szatyn a ja wychyliłem się tak, by widzieć całą sytuację. Niebieskooki był zdenerwowany a brunet wydawał się zrelaksowany.
- O czym ty mówisz, Tomlinson? - zapytał Justin, unosząc brwi w geście zdziwienia. Tommo prychnął, po czym zbliżył się do piosenkarza i chwycił go za przód bluzki.
- Dobrze wiesz o czym, Bieber! Widzę, jak patrzysz na Hazzę, widzę, że masz ochotę go... - tu Lou urwał i skrzywił się - Tak czy inaczej, nawet nie waż się dotknąć go placem!
Zrobiło mi się tak jakoś ciepło w środku, że chłopak tak się o mnie martwi. Ale co on wygadywał o Justin'ie?
- Może jednak nie jesteś taki głupi. A wiesz, co ja zauważyłem? Że bawisz się Harry'm, że wcale ci na nim nie zależy. Manipulujesz jego uczuciami, tak by skakał jak ty mu tańczysz - warknął brązowooki, wyrywając się z uścisku Pasiastego i przyszpilając go do ściany. Mnie zaś ogarnął niepokój i wątpliwości. Czy to prawda? Czy Louis'owi tak naprawdę na mnie nie zależy? Te i inne pytania krążyły po mojej głowie niczym natarczywe muchy. W moim sercu jeszcze palił się promyk nadziei, ale zgasł, gdy Lou pobladł na słowa Justin'a. "C...Czyli to prawda?" - pomyślałem a do moich oczu napłynęły łzy.
- C...Co ty wygadujesz?! - zawołał szatyn, próbując strząsnąć z siebie ręce piosenkarza - To nieprawda! Ja naprawdę go kocham!
Justin na te słowa jedynie zaśmiał się kpiąco i mocniej zacisnął palce na Marchewie.
- Słuchaj. Widzę, że wcale nie jesteś gejem - powiedział brunet i puścił chłopaka, po czym skierował się do wyjścia.
- A i jeszcze jedno. Możesz znaleźć sobie nowego chłoptasia, bo twój był na schodach i wszystko słyszał - powiedział Bieber a ja szybko pobiegłem do mojego pokoju, trzaskając drzwiami. Na moich policzkach czułem gorące łzy, które świadczyły, że moje serce właśnie zostało rozerwane na milion kawałeczków i spalone. Po chwili, usłyszałem walenie w drzwi.
- Harry! Harry, cholera jasna, otwieraj! To nie tak jak myślisz! - krzyknął szatyn, próbując otworzyć drzwi.
- Co tu się dzieje? - rozległ się głos zaspanej Julki, który sugerował, że nie warto jej było budzić.
- Hazza się... zdenerwował - wyjaśnił wymijająco Lou a po jego słowach rozległo się głuche uderzenie i jęknięcie z bólu niebieskookiego.
- Coś ty mu znowu zrobił? - zapytała rudowłosa wściekłym tonem i domyśliłem się, że to ona uderzyła Tommo. Szybko podbiegłem do drzwi i uchyliłem je trochę.
- Nie bij go - powiedziałem, podnosząc głowę i patrząc błagalnie na Julę - Sam to załatwię, jutro rano.
Dziewczyna przez chwilę się wahała, ale kiwnęła głową i wróciła do siebie. Z moich oczu pociekły nowe łzy, które wywołały grymas bólu na twarzy mojego byłego przyjaciela.
- Harry, ja... - zaczął Pasiasty, próbując złapać mnie za rękę i urwał nie wiedząc co powiedzieć.
- Dobranoc - powiedziałem chłodno, zamykając drzwi i rzucając się na łóżko. Po jakiejś godzinie, Morfeusz wreszcie przyjął mnie w swoje progi.
[Ranek, p. Harry'ego}
Obudziłem się, boleśnie świadomy zdarzeń z poprzedniej nocy. Przez chwilę jeszcze leżałem w łóżku a potem, wstałem i zszedłem na dół, nawet nie zaglądając do łazienki. Wszedłem do salonu, gdzie zgromadziła się cała ferajna. Louis od razu spojrzał na mnie z nadzieją, ale go zignorowałem.
- Cześć Harry - powiedziała Jula, uśmiechając się ciepło do mojej osoby, lecz nie odwzajemniłem gestu.
- Cześć - mruknąłem, siadając przy stole a przede mną wylądował talerz jajecznicy i kakao. Odsunąłem pierwsze naczynie i tylko wziąłem kubek z napojem.
- Hazza... Musisz coś zjeść - powiedział stanowczo Liam, z powrotem przysuwając do mnie jajecznicę. Skrzywiłem się i dalej sączyłem ciepłe picie.
- Nie chcę - powiedziałem, oddalając od siebie śniadanie - Wracam do łóżka.
Mówiąc to, wziąłem w ręce naczynie z smaczną cieczą i podreptałem na górę. Na szczęście, nikt nie próbował mnie zatrzymać. Wkrótce zagrzebałem się w kołdrze, ale spodziewałem się, że zaraz szatyn tu przyjdzie. Nie pomyliłem się, drzwi po paru minutach uchyliły się i do środka cicho wszedł niebieskooki.
- Co chcesz? - warknąłem, odkładając na szafkę nocną kubek z kakaem. Lou siadł na krańcu łóżka z miną jak zbity pies.
- Ja... Harry, daj mi to wytłumaczyć. To nieprawda, co mówił Justin. On blefował, wiedział, że cię to skrzywdzi i wtedy będzie mógł cię.... - Tommo nie dokończył zdania, krzywiąc się z wściekłości.
- Dlaczego miałbym ci uwierzyć? Widziałem twoją reakcję. Ona mi wystarczająco dużo powiedziała - szepnąłem a z moich oczu popłynęły łzy - Kłamałeś od początku, bawiłeś się mną. Miałeś gdzieś moje uczucia, chciałeś mnie po prostu wykorzystać. A teraz wyjdź.
Mimo iż mówiłem spokojnie, Louis wyglądał na zdruzgotanego. Szatyn bez słowa podniósł się i opuścił pomieszczenie, jednak przy klamce zatrzymał się.
- Mam tylko ostatnią prośbę. Nigdy nie zostawaj sam na sam z Justin'em - powiedział Tomlinson i wyszedł.
{P. Julki}
Westchnęłam, przesuwając ręką po twarzy.
- Myślicie, że się wyliże? - zapytałam, kierując wzrok na Nialla.
- Chyba tak - odparła Kamila, przygryzając wargę.
- Tylko o co poszło? - zapytał Zayn, przeczesując palcami włosy.
- Słyszałem wczoraj krzyki z salonu. Chyba Justin'a i Lou - powiedział niepewnie Liam, opierając się o próg kuchni.
- Louis powiedział, że Hazza się zdenerwował - oznajmiłam, patrząc po wszystkich zebranych - Może Justin i on pokłócili się o Harry'ego?
- Chyba nie o to chodzi. No nic, pozostaje czekać - stwierdził Niall, wstając z kanapy.
- Trzeba czekać - powtórzyłam, zerkając na chwilę w stronę schodów, gdy...

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 13

Przepraszam! Przepraszam! Nic tak długo nie dodałam bo szkoła skutecznie powstrzymuje moje chęci i pomysły do pisania!
Przepraszam i
ENJOY!
~Uwaga! Nie biorę odpowiedzialności za waszą zrytą psychę. Jeśli ktoś woli mieć mózg w całości, proszę uprzejmie o opuszczenie tego rozdziału. Ale i tak wiem, że zostaniecie, hyhy~
---------------*------------*-------------*
{P. Julki}
- Martwię się o nich - powiedziałam, siedząc na kanapie, obok Nialla.
- Wiem, ja też. Można tylko mieć nadzieję że jakoś to będzie - odparł blondyn, uśmiechając się lekko. Odwazajemniłam gest i chwilę po tym, rozległ się trzask otwieranych drzwi. Od razu zerwałam się z kanapy i pobiegłam do przedpokoju.
- HARRY EDWARD STYLES! Gdzieś ty, do jasnej cholery był?! - wrzasnęłam, zaciskając ręce w pięści a zdezorientowany, zaskoczony i zarumieniony.... Chwila moment. ZARUMIENIONY?!
- Ja... - zaczął brunet, krążąc nerwowo wzrokiem po pomieszczeniu.
- Był w parku - dokończył za niego Lou, uśmiechając się. Jak to mówił, ścisnął uspokajająco dłoń zielonookiego.
- Mogłeś przynajmniej coś powiedzieć! - powiedziałam, krzyżując ręce na piersiach.
- Przepraszam. Zrobiłem to spontanicznie i nie pomyślałem, żeby cię poinformować - wyjaśnił Hazza i przytulił mnie. Kątem oka zauważyłam, że Lou nie jest zbyt szczęśliwy z tego powodu. Następnie Loczek udał się do salonu, ciągnąc za sobą Tomlinsona. Zaśmiałam się pod nosem i również tam poszłam.
{P. Kamili}
Do salonu weszli Harry i Louis. Co dziwniejsze, mieli lekko splątane palce, jakby trzymali się wcześniej za dłonie.
- Urocze - skomentowałam głośno, uśmiechając się. Za Larry'm weszła Jula, także mająca banan na twarzy.
- Chłopaki, gdzieście wy byli? - zapytał Niall, opierając dłonie na biodrach. Na to, Lou objął Harry'ego w pasie a brunet się zarumienił, ale nie wyrywał.
- W parku. A co? - zapytał ostrzegawczo szatyn, mocniej przytulając do siebie Hazzę.
- Yyy.... Nic. Martwiliśmy się o was i tyle - zapewnił Żarłok, unosząc ręce w obronnym geście.
- Nie kłóćcie się chłopaki - poprosił Styles, patrząc na Tommo tymi maślanymi patrzałkami i co dziwniejsze, Louis od razu zamilkł z wyrazem szczęścia na buźce.
- Oooo.... Co ja widzę - powiedział Justin, wychodząc z kuchni. Zauważyłam, że Lou od razu cały się spiął, jakby coś mu groziło. Po chwili, Hazza ziewnął i oswobodziwszy się delikatnie z ramion szatyna, poleciał do swojej sypialni.
{3 godziny później, Narrator}
W salonie został już tylko Louis i Justin. Ten pierwszy był wyraźnie wyprowadzony z równowagi, zaś drugi odprężony.
- Dobra, mam dość!