poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 14

{P. Harry'ego}
Obudziłem się, bo usłyszałem z salonu jakieś krzyki. Postanowiłem to sprawdzić, więc wstałem z łóżka i  po cichu zszedłem po schodach. Zatrzymałem się jednak w połowie drogi, gdy usłyszałem głos Louis'a i Justin'a.
- Zrozumiałeś?! Nie zbliżaj się do Harry'ego - krzyknął szatyn a ja wychyliłem się tak, by widzieć całą sytuację. Niebieskooki był zdenerwowany a brunet wydawał się zrelaksowany.
- O czym ty mówisz, Tomlinson? - zapytał Justin, unosząc brwi w geście zdziwienia. Tommo prychnął, po czym zbliżył się do piosenkarza i chwycił go za przód bluzki.
- Dobrze wiesz o czym, Bieber! Widzę, jak patrzysz na Hazzę, widzę, że masz ochotę go... - tu Lou urwał i skrzywił się - Tak czy inaczej, nawet nie waż się dotknąć go placem!
Zrobiło mi się tak jakoś ciepło w środku, że chłopak tak się o mnie martwi. Ale co on wygadywał o Justin'ie?
- Może jednak nie jesteś taki głupi. A wiesz, co ja zauważyłem? Że bawisz się Harry'm, że wcale ci na nim nie zależy. Manipulujesz jego uczuciami, tak by skakał jak ty mu tańczysz - warknął brązowooki, wyrywając się z uścisku Pasiastego i przyszpilając go do ściany. Mnie zaś ogarnął niepokój i wątpliwości. Czy to prawda? Czy Louis'owi tak naprawdę na mnie nie zależy? Te i inne pytania krążyły po mojej głowie niczym natarczywe muchy. W moim sercu jeszcze palił się promyk nadziei, ale zgasł, gdy Lou pobladł na słowa Justin'a. "C...Czyli to prawda?" - pomyślałem a do moich oczu napłynęły łzy.
- C...Co ty wygadujesz?! - zawołał szatyn, próbując strząsnąć z siebie ręce piosenkarza - To nieprawda! Ja naprawdę go kocham!
Justin na te słowa jedynie zaśmiał się kpiąco i mocniej zacisnął palce na Marchewie.
- Słuchaj. Widzę, że wcale nie jesteś gejem - powiedział brunet i puścił chłopaka, po czym skierował się do wyjścia.
- A i jeszcze jedno. Możesz znaleźć sobie nowego chłoptasia, bo twój był na schodach i wszystko słyszał - powiedział Bieber a ja szybko pobiegłem do mojego pokoju, trzaskając drzwiami. Na moich policzkach czułem gorące łzy, które świadczyły, że moje serce właśnie zostało rozerwane na milion kawałeczków i spalone. Po chwili, usłyszałem walenie w drzwi.
- Harry! Harry, cholera jasna, otwieraj! To nie tak jak myślisz! - krzyknął szatyn, próbując otworzyć drzwi.
- Co tu się dzieje? - rozległ się głos zaspanej Julki, który sugerował, że nie warto jej było budzić.
- Hazza się... zdenerwował - wyjaśnił wymijająco Lou a po jego słowach rozległo się głuche uderzenie i jęknięcie z bólu niebieskookiego.
- Coś ty mu znowu zrobił? - zapytała rudowłosa wściekłym tonem i domyśliłem się, że to ona uderzyła Tommo. Szybko podbiegłem do drzwi i uchyliłem je trochę.
- Nie bij go - powiedziałem, podnosząc głowę i patrząc błagalnie na Julę - Sam to załatwię, jutro rano.
Dziewczyna przez chwilę się wahała, ale kiwnęła głową i wróciła do siebie. Z moich oczu pociekły nowe łzy, które wywołały grymas bólu na twarzy mojego byłego przyjaciela.
- Harry, ja... - zaczął Pasiasty, próbując złapać mnie za rękę i urwał nie wiedząc co powiedzieć.
- Dobranoc - powiedziałem chłodno, zamykając drzwi i rzucając się na łóżko. Po jakiejś godzinie, Morfeusz wreszcie przyjął mnie w swoje progi.
[Ranek, p. Harry'ego}
Obudziłem się, boleśnie świadomy zdarzeń z poprzedniej nocy. Przez chwilę jeszcze leżałem w łóżku a potem, wstałem i zszedłem na dół, nawet nie zaglądając do łazienki. Wszedłem do salonu, gdzie zgromadziła się cała ferajna. Louis od razu spojrzał na mnie z nadzieją, ale go zignorowałem.
- Cześć Harry - powiedziała Jula, uśmiechając się ciepło do mojej osoby, lecz nie odwzajemniłem gestu.
- Cześć - mruknąłem, siadając przy stole a przede mną wylądował talerz jajecznicy i kakao. Odsunąłem pierwsze naczynie i tylko wziąłem kubek z napojem.
- Hazza... Musisz coś zjeść - powiedział stanowczo Liam, z powrotem przysuwając do mnie jajecznicę. Skrzywiłem się i dalej sączyłem ciepłe picie.
- Nie chcę - powiedziałem, oddalając od siebie śniadanie - Wracam do łóżka.
Mówiąc to, wziąłem w ręce naczynie z smaczną cieczą i podreptałem na górę. Na szczęście, nikt nie próbował mnie zatrzymać. Wkrótce zagrzebałem się w kołdrze, ale spodziewałem się, że zaraz szatyn tu przyjdzie. Nie pomyliłem się, drzwi po paru minutach uchyliły się i do środka cicho wszedł niebieskooki.
- Co chcesz? - warknąłem, odkładając na szafkę nocną kubek z kakaem. Lou siadł na krańcu łóżka z miną jak zbity pies.
- Ja... Harry, daj mi to wytłumaczyć. To nieprawda, co mówił Justin. On blefował, wiedział, że cię to skrzywdzi i wtedy będzie mógł cię.... - Tommo nie dokończył zdania, krzywiąc się z wściekłości.
- Dlaczego miałbym ci uwierzyć? Widziałem twoją reakcję. Ona mi wystarczająco dużo powiedziała - szepnąłem a z moich oczu popłynęły łzy - Kłamałeś od początku, bawiłeś się mną. Miałeś gdzieś moje uczucia, chciałeś mnie po prostu wykorzystać. A teraz wyjdź.
Mimo iż mówiłem spokojnie, Louis wyglądał na zdruzgotanego. Szatyn bez słowa podniósł się i opuścił pomieszczenie, jednak przy klamce zatrzymał się.
- Mam tylko ostatnią prośbę. Nigdy nie zostawaj sam na sam z Justin'em - powiedział Tomlinson i wyszedł.
{P. Julki}
Westchnęłam, przesuwając ręką po twarzy.
- Myślicie, że się wyliże? - zapytałam, kierując wzrok na Nialla.
- Chyba tak - odparła Kamila, przygryzając wargę.
- Tylko o co poszło? - zapytał Zayn, przeczesując palcami włosy.
- Słyszałem wczoraj krzyki z salonu. Chyba Justin'a i Lou - powiedział niepewnie Liam, opierając się o próg kuchni.
- Louis powiedział, że Hazza się zdenerwował - oznajmiłam, patrząc po wszystkich zebranych - Może Justin i on pokłócili się o Harry'ego?
- Chyba nie o to chodzi. No nic, pozostaje czekać - stwierdził Niall, wstając z kanapy.
- Trzeba czekać - powtórzyłam, zerkając na chwilę w stronę schodów, gdy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz