Wstałem i otworzyłem drewniany prostokąt. W progu stała Eleanor, z niepokojem na twarzy.
- Cześć, Ell. Co tam u ciebie? - zapytałem, siląc się na spokój.
- Może być. Lou przysłał mi sms-a, żebym przyszła - poinformowała mnie, wobec czego wpuściłem dziewczynę do domu. Od razu zauważyła Julkę, która siedziała bez ruchu na kanapie.
- Co jej się stało? - zapytała szatynka, patrząc na mnie. Podszedłem do Juli, kładąc jej rękę na ramieniu.
- Pewnie jest w szoku. Wiesz, przed chwilą miały... - zacząłem mówić, niemal krzywiąc się na to wspomnienie.
- Nic mi, do cholery, nie JEST! - przerwała mi rudowłosa, krzycząc, zrywając się z kanapy i biegnąc na górę. Już chciałem za nią pobiec, ale Eleanor mi nie pozwoliła, stając przede mną.
- Zostaw ją, musi odpocząć. I poza tym, wiem co się stało. Biedne dziewczyny - mruknęła szatynka, potrząsając głową ze smutkiem. Ja tylko kiwnąłem głową i wyszedłem na taras.
{P. Kamili}
Wyszłam właśnie z łazienki, gdy obok mnie przebiegła Julka. Coś było z nią nie tak, więc chwyciłam ją za ramię i pociągnęłam, tak by się zatrzymała.
- Co się stało? - zapytałam, patrząc w oczy przyjaciółki, które nagle wypełniły się łzami.
- Kocham go - szepnęła rudowłosa i uciekła do pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz. Następnie, z salonu usłyszałam głośną muzykę. Zeszłam tam i zobaczyłam... Louisa. Co dziwniejsze, Eleanor siedziała na krześle, śmiejąc się. Z Pasiastym tańczył... Harry?
- WTF, chłopaki? - zapytałam, a raczek krzyknęłam, podchodząc do nich. Ell zaczęła śmiać się jeszcze głośniej a Harry przytulił się do Louisa.
- Ja cię jej nie oddam! - powiedział płaczliwym tonem Loczek, mocniej wtulając się w Tommo. Szczęka mi opadła a szatynka spadła na podłogę, tarzając się ze śmiechu. Lou natomiast, wydawał się zagubiony.
- Yy.... Harry, jakich ekstaz ty się nażarłeś? - zapytał niebieskooki, odrywając od siebie przyjaciela. Ja zaś zauważyłam na ziemi rozsypane marsjanki i butelkę po zielonym frugo (Iza, you know what I mean! xD - dop. Autorka).
- Ja chyba wiem - wyjąkałam pokazując na ziemię. Harry zaczął latać po mieszkaniu, udając jednorożca. Jak Hazza wbiegł na górę, to akurat wbił się do pokoju Julki.
- Harry? Co ty... Harry!! ZŁAŹ ZE MNIE! NOSZ KURDE! ZARAZ CI OBETNĘ WŁOSY! - rozległ się krzyk, zapewne Julii, która zaraz zbiegła na dół. Lecz nic to nie dało, bo Styles zleciał za nią. Jednakże, po chwili uniósł się w powietrze. Zobaczyłam, że Harry wisi w powietrzu, bo za tył kołnierza trzyma go... Zayn?
- Co tu się do cholery dzieje? - zapytał zaspanym głosem mulat, nadal trzymając wierzgającego (jak jednorożec, hyhy - dop. Autorka) się Loczka.
- PUUUŚĆ MNIEEEEEE! JA CHCĘ DO LOUISKAAAAAAA! - wrzasnął Styles, kopiąc Malika w piszczel, na co ten go puścił. Hazza od razu podleciał do Tomlinsona i "rzucił się" w jego objęcia. Ja na to patrzyłam, lecz nagle zachowanie chłopaka zaczęło mi się udzielać.
- ROBIMY KARAOKE!!!! - zawołałam, podczas gdy Jula pomagała wstać Eleanor z podłogi. Zaraz w salonie pojawiła się reszta osób.
- Karaoke? YAAAAAAAY! - wrzasnął Niall i porwał w objęcia Julkę, która jęknęła z zaskoczenia.
- Yyy... Niall? Puścisz mnie... Duszę.... się.... - wystękała Julcia, wyrywając się z uścisku Żarłoka i chowając się za mną.
- Eee... What just happend? Czemu Harry przytula się do Louisa a Eleanor dusi się ze śmiechu? - zapytał Liam, podpierając się pod boki, jakby parodiował kobietę.
- ZAMKNIJ SIĘ! LOUIS JEST MÓÓÓJ! PRZECIEŻ NIKOMU GO NIE ODDAM! - wrzasnął Hazza na co ja zaczęłam się śmiać jak wariatka.
{P. Julki}
- Idiots.... CRAZY IDIOTS EVERYWHERE! - krzyknęłam, podleciałam do telewizora i włączyłam karaoke.
- Ja wybieram piosenkę! - krzyknął nagle Harry i podbiegł do mnie, wyrywając mi pilot z ręki - No to może... One Direction?
Spojrzałam na piosenkarza w stylu "Are you fucking kidding me?", ale nie miałam wyboru, bo ten debil już włączył piosenkę. Wzięłam mikrofon do ręki.
- Oooo... Śpiewanko! - zawołała nagle... Danielle? A skąd ona tu się wzięła? Lecz nie miałam wyboru się nad (chciałam napisać "dan" hyhyhy - dop. Autorka) tym zastanowić, bo musiałam zacząć śpiewać.
Maybe is the way she walked, ow!
Straight into my heart and stole it.
Straight into my heart and stole it.
Through the doors and past the guards, ow!
Just like she already own it.
I tu dołączył się Zayn, yay!
I said can you give it back to me.
She said never in your wildest dreams!
Śpiewaliśmy tak może z 3 godziny, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni. Kto o takiej porze się dobija? Ale nic, gdy pukanie ponowiło się, nie miałam wyboru i musiałam ruszyć swój tyłeczek z ciepłych kolan Zayna. (taki mały mindfuck na końcówkę xD - dop. Autorka)
---------------------------------------------------------------------------------------------
Heeej! I co tam? Tak wena i chęci powróciły! Bardzo proszę o komentarze, szczególnie że podczas pisanie tego pseudo-rozdziału dopadła mnie głupaffka!
See you later, aligators!
DK :**
Yeah..I know :DD
OdpowiedzUsuńŚwieetny.
Tak Harry..to je Harry Styles jego nie ogarniesz (NAWET w opowiadaniach) :DD
xx
Isabella
Chyba masz racjęęę! Ale mi odwaliło w tym rozdzialeeeeeee! Hyhyhyhyhy! I zgadnij, któż może się pojawić za drzwiami! I to jeszcze o 3:00 w nocy! TO MOŻE BYĆ TYLKO... HYHYHY! ZGADNIJ! (głupaffkaaaaaaaaaaaa!!!)
Usuń