sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 5

{Perspektywa Kami}
Szłam sobie spokojnie na dół, do salonu, gdzie siedzieli chłopaki i nie zauważyłam, że na schodach leży lusterko a ja miałam obcasy na nogach. W pewnej chwili, usłyszałam trzask i poleciałam na dół z wrzaskiem. Zacisnęłam powieki, lecz nie poczułam, żebym upadła na ziemię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że tkwię w objęciach Louisa. Wydawał się zaskoczony, lecz się uśmiechał.
- Jesteś cała? - zapytał, niemal szeptem. Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam mu w oczy. Gdy Louis zbliżył swoją twarz do mojej,  poczułam że się rumienię. Wtedy rozległ się wrzask a ja odskoczyłam od bruneta i spojrzałam na siebie. Na schodach stał Zayn i trzymał w rękach coś, co kiedyś było jego lusterkiem. Od razu przybiegł Liam i zaczął się drzeć :
- MALIK!! KOLEJNE?! - i po tym zbiegł na dól a za nim Zayn. Z trudem powstrzymałam się od śmiechu i kiedy poczułam, że nie wytrzymam, czmychnęłam na górę. Tam stała Julka z mściwą miną.
- Stłukło się? - zapytała z nadzieją. Kiwnęłam głową.
- Ty je tam położyłaś, prawda? - wykrztusiłam przez śmiech.
- Nie powinien mnie był nazywać rudzielcem - oznajmiła. Wyszczerzyła się do mnie i zeszła na dół.

{Perspektywa Julki}
Stanęłam na schodach, patrząc z rozbawieniem na kłótnię chłopaków. Liam nie chciał wierzyć, że to nie wina Zayn'a, że lusterko się stłukło. Postanowiłam w końcu przerwać tą farsę i stanęłam koło Malika, mając ręce skrzyżowane na piersi.
- Liam, to nie jego wina - wtrąciłam łagodnie. Payne spojrzał na mnie ze zdziwieniem i prychnął ze złością.
- Ależ oczywiście, że to.... - zaczął mówić. Zrobiłam krok w jego stronę.
- To nie jego wina - powtórzyłam dobitnie i podeszłam jeszcze bliżej - To ja podłożyłam to lusterko.
Powiedziałam to tak cicho, że tylko Liam mnie usłyszał. Chłopak wytrzeszczył na mnie oczy i zerknął na Zayn'a. Odeszłam od Liama i klepnęłam Malika po ramieniu, po czym, zanosząc się od śmiechu, padłam na kanapę. Siedzący tam Niall spojrzał na mnie z podziwem i wrócił do oglądania TV.

{Perspektywa Nialla}
Ta Julka... Podziwiałem ją. "Odważna, ma poczucie humoru, potrafi się ze wszystkimi dogadać... No i brzydka też nie jest...." - myślałem. Spojrzałem jeszcze raz na rudowłosą, która akurat spadła na podłogę, śmiejąc się. Od razu przestała i oddychała ciężko, krzywiąc się od czasu do czasu.
- Wszystko w porządku? - zapytałem. Julka spróbowała wstać i znowu upadła na podłogę.
- Eee.... Chłopaki, jest problem! - wrzasnąłem i od razu przybiegła do mnie piątka chłopaków plus Kamila.
- Co jest?? - zapytał Harry. Julka wzięła głęboki oddech i wstała, zachwiała się, i usiadła na kanapie.
- Nie wiem.... Coś mi strzykło, o tutaj - pokazała na żebro - i boli.
Z trudem powstrzymałem się, by nie parsknąć śmiechem. Minę miała jak naburmuszone dziecko. Hazza złapał kluczyki i potem wziął Julę na ręce.
- Ah! Co ty robisz?! - krzyknęła zdziwiona dziewczyna. Harry wyszczerzył się do niej i podszedł do drzwi.
- Biorę cię do szpitala - wyjaśnił spokojnie, wynosząc zdezorientowaną Julkę za drzwi. Długo jeszcze za nimi patrzyłem, aż Liam nie położył mi ręki na ramieniu.
- Wszystko w porządku, stary? - zapytał. Kiwnąłem głową i poszedłem do swojego pokoju.

{P. Hazzy}
Położyłem ostrożnie Julię na tylnym siedzeniu i sam wsiadłem na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy do szpitala. Gdy byliśmy na miejscu, rudowłosa już chciała wysiadać, lecz jej na to nie pozwoliłem. Znowu wziąłem ją na ręce.
- Potrafię sama chodzić, dziękuję! - powiedziała zirytowana dziewczyna, więc postawiłem ją na ziemię. Krzywiła się przy każdym kroku i musiała się mnie podtrzymywać. Trochę bawiła mnie ta sytuacja, ale nie śmiałem się. W końcu doszliśmy do gabinetu doktora. Zapukałem i gdy usłyszałem "proszę", wprowadziłem Julcię do gabinetu.
- Dzień dobry. Co pani dolega? - zapytał a dziewczyna opowiedziała co się stał i lekarz ją zbadał.
- To nic takiego. Żebra trochę poobijane i kręgosłup, ale nic więcej. Proszę się nie martwić - zapewnił.
- Uf, to w takim razie ulga. Dziękuję, psze pana - powiedziała Julia i wyszliśmy z gabinetu. Zauważyłem, że rudowłosa była już praktycznie wyczerpana, więc wziąłem ją na ręce. Nie zaprotestowała.
- Normalnie, jak mój tata..... - mruknęła pod nosem a ja wyszczerzyłem się, bo pewien pomysł wpadł mi do głowy. Julka zauważyła ten uśmiech i zrobiła przerażoną minę.
- Nie! Nawet mi się nie waż! - krzyknęła, lecz na nic. Posadziłem ją na tylnym siedzeniu.
- Spokojnie, córeczko - powiedziałem a dziewczyna zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
- Już nie żyjesz, Loczek! - zapowiedziała.
- Zabawne - odparłem - Chyba powinienem przestać chodzić?

2 komentarze: