{P. Harry'ego, następny dzień]
Obudziłem się ze straszliwym bólem głowy. Chyba wczoraj za mocno zabalowałem... A tak przy okazji... CO SIĘ WCZORAJ STAŁO?! Z przerażeniem uświadomiłem sobie, że nic nie pamiętam z poprzedniego dnia. Jęknąłem głośno i wtedy poczułem, jak coś koło mnie się rusza. Zerknąłem w tamtą stronę i z wrzaskiem spadłem na podłogę. Z poduszki podniosła się rozczochrana fryzura.
- L-LOUIS?! C-Co ty robisz w moim łóżku?! - zapytałem krzykiem, próbując podnieść się z podłogi.
- To jest moje łóżko, pacanie - rozległ się zaspany głos Lou, który znowu opadł na podusię.
- C-Co.... Co się wczoraj stało? - spytałem, starając się brzmieć spokojnie, ale niezbyt mi to wyszło.
- Upiłeś się i że nie chciało mi się ciebie wnosić do twojego pokoju, przyniosłem twoją, nie powiem, ciężką osobę tutaj - mruknął szatyn i z powrotem zagrzebał się w kołdrze. Przez chwilę patrzyłem na niego zdziwiony na przyjaciela, po czym ewakuowałem się z pomieszczenia. Ogarnąłem się i zszedłem do kuchni w której siedział Zayn, Agnieszka i Julka. Gdy tylko tam się znalazłem, rozmowa nagle ucichła i wszyscy zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć.
- Hej... - powiedziałem niepewnie i stanąłem zdumiony, gdy Agnieszka wpadła w śmiech. Julka również się powstrzymywała a Zayn był śmiertelnie poważny.
- Yy..... Harry, pamiętasz co się stało? - zapytał z wahaniem mulat, przyglądając mi się uważnie. Ja zaś wzruszyłem ramionami a brunetka i rudowłosa wybuchy głośnym śmiechem.
- Nie. A co, przegapiłem coś? - tym razem to ja zadałem pytanie, wskakując na blat.
- Taa... Przegapiłeś swój pocałunek - wykrztusiła Agnieszka, próbując się opanować.
- ŻE CO?! - wrzasnąłem, patrząc się na dziewczynę - A Z KIM DO CHOLERY?!
- Z... Z... Nie, dobra, nie mam serca mu tego powiedzieć! Przecież on jest "stuprocentowym hetero" - wtrąciła Julka, uspokajając się. Zerknąłem na nią zdziwiony.
- A co to miało znaczyć? - zapytałem, zeskakując z blatu. Aga znowu zaczęła się śmiać.
- Hyhy... Nic a nic - odparła Jula, ulatniając się z pokoju i ciągnąc za sobą drugą dziewczynę.
- Okej... To może ty mi powiesz o co chodzi? - zwróciłem się do Zayn'a, ale nie uzyskałem odpowiedzi, bo chłopak również wyszedł. Prychnąłem głośno, przechodząc do salonu. Zauważyłem, że Lou też tam był, ale nie zwracał na mnie uwagi. Nagle, podeszła do Kamila i zaciągnęła mnie na taras.
- Nie, nie pamiętam co się stało wczoraj - uprzedziłem pytanie dziewczyny, która roześmiała się cicho.
- Dobra... Skoro tak, to nie mam ci już nic do powiedzenia - odparła brunetka, kierując się do wyjścia. Jednakże, przystanęła w progu i powoli na mnie spojrzała.
- A i jeszcze jedno. Ten pocałunek miałeś z Lou - powiedziała szybko Kamila i wróciła do salonu. Ja, przetrawiwszy to co ona do mnie powiedziała, cofnąłem się o krok. Przez moją głowę zaczęły przelatywać wspomnienia z nocy. Zrobiłem się czerwony na twarzy i poczułem, że z nosa leci mi krew. Nie zdziwiłem się tym, bo do mojej głowy przybyło zbyt dużo informacji na raz. Niestety, złych informacji, które chętnie usunąłbym z życiorysu. Jak ja mogłem przespać się z własnym przyjacielem... poprawka... najlepszym przyjacielem. Możecie to sobie nawet zapisać w kalendarzach, ale ja Harry Edward Styles oficjalnie stwierdzam, że od dzisiaj nie piję alkoholu. Mój przełyk już nigdy nie zasmakuje smaku żadnego trunku alkoholowego. Ręką próbowałem zatrzymać akcję krwotoku z mojego nosa. Na próżno. Z powrotem wróciłem do pomieszczenia, szybko kierując się do kuchni. Szybko zatrzymałem krwotok. Tym razem skutecznie. Nagle poczułem dotyk na ramieniu, ale nie pofatygowałem się, by sprawdzić kto był sprawcą. Za chwilę moje wątpliwości się rozwiały, kiedy moje bębenki uszne usłyszały głos Justina.
- No to widzę, że ktoś już nie jest prawiczkiem - zaśmiał się chytrze - Co jak co, ale nie spodziewałem się, że ty jesteś homo - powiedział specjalnie powoli, żeby przedłużyć chwilę mojego upokorzenia.
- Kto jak to, ale ty powinieneś wiedzieć najlepiej, co alkohol może złego działać w organizmie człowieka - odgryzłem się.
- Dobra, dobra rozejm - podniósł ręce w geście zawarcia pokoju, który momentalnie poparłem.
Do pomieszczenia wszedł Louis, czyli osoba, którą za żadne skarby nie chciałem teraz widzieć. Justin odszedł zostawiając mnie sam na sam z szatynem.
- Czyli już wiesz, co się stało - zaczął a mnie ogarnął niepokój.
------------------------------------------
Tak, udało mi się! Poprawka, nam. W końcu napisałam ten rozdział, z pomocą mojej oddanej i lojalnej przyjaciółki Izy! Izuniu, bardzo dziękuję ci za pomoc!
Pozdrawiam,
DK :**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz